"Gdyż tam, gdzie dwaj lub trzej zbierają się w moje imię, jestem pośród nich".
 
Mt 18, 20  

Jezu Ufam Tobie



Wydarzenia  


8 grudnia (sobota) o godz. 9.00 w Sandomierzu w kościele św. Jakuba, który jest podwójnym sanktuarium – Błog. Sadoka i 48 Sandomierskich Męczenników Dominikańskich oraz Matki Bożej Różańcowej przy ulicy Staromiejskiej 3 - Msza św. za członków internetowej grupy modlitewnej „ModlitwaRazem” oraz w intencjach, w których się oni modlą. Po Mszy św. - Koronka do Miłosierdzia Bożego. Będzie można również słuchać audio transmisję tej Mszy św. na żywo. Zapraszamy!
1 grudnia (sobota) o godz. 8.00 w Korbielowie w kościele Ojców Dominikanów pw. Najświętszej Marii Panny Królowej Aniołów przy ulicy Dominikańskiej 1 - Msza św. za członków internetowej grupy modlitewnej „ModlitwaRazem” oraz w intencjach, w których się oni modlą. Zapraszamy!
10 listopada (sobota) o godz. 9.00 w Sandomierzu w kościele św. Jakuba, który jest podwójnym sanktuarium – Błog. Sadoka i 48 Sandomierskich Męczenników Dominikańskich oraz Matki Bożej Różańcowej przy ulicy Staromiejskiej 3 - Msza św. za członków internetowej grupy modlitewnej „ModlitwaRazem” oraz w intencjach, w których się oni modlą. Po Mszy św. - Koronka do Miłosierdzia Bożego. Będzie można również słuchać audio transmisję tej Mszy św. na żywo. Zapraszamy!
Archiwum wydarzeń: transmisje
 


Intencje mszalne  




Kliknij by przejść do strony z wyborem banerów

Chcesz zalinkować stronę ModlitwaRazem.pl?
Użyj banera!






Jacek Salij OP

Nałóg hazardu


Zwracam się do Ojca z wielką prośbą o poradę i wskazówki w bardzo trudnej sytuacji. Mój dorosły syn jest nałogowym hazardzistą. Jego postępowanie, jego kłamstwa, okradanie rodziny z wszelkich środków do życia, przerażają mnie. Nie wiem już, jak mam postępować. Cała ta sytuacja mnie przerasta.

Syn mój ma wspaniałą żonę i dwoje małych dzieci, które za nim przepadają. Od czasu do czasu znika, ogałaca konto bankowe rodziny i przegrywa wszystkie pieniądze. Było już tak, że nie mieli za co kupić jedzenia dla dzieci i że wyrzucono ich z mieszkania, bo przez parę miesięcy nie płacili. Syn potrafił też zabierać pieniądze z konta staruszki, która okazała mu zaufanie. Był wyrzucany z pracy z powodu przywłaszczenia pieniędzy. Żonie udawało się wtedy uprosić pracodawców, żeby nie oddawali sprawy do sądu, pod warunkiem że odda w całości ukradzione pieniądze. Zwracali się wtedy do mnie o pomoc i o pożyczkę – spisywaliśmy umowę, że będą mi spłacać dług w ratach, a ja wtedy brałam pożyczkę z banku na ich rzecz. Z pożyczonych pieniędzy prawie nic nie odzyskałam, prawie wszystko muszę spłacać sama. Przychodzi mi to z trudem, tym bardziej, że jestem na emeryturze.

Ostatnio syn znowu wybrał z konta pieniądze przeznaczone na opłacenie mieszkania. Znowu groziło im, że zostaną na ulicy. Początkowo nie chciałam im pożyczyć pieniędzy, bo zdałam sobie sprawę, że on staje się po prostu pasożytem. Jednak gdy uświadomiłam sobie cierpienie ich dzieci, wiedziałam, że nie mam wyjścia. Jego żona wydaje się bardzo zmęczona, rozgoryczona, doprowadzona do ostateczności. Całkowicie ją rozumiem. Żyje przecież w ciągłej niepewności i lęku, co przyniesie następny dzień, nie tylko dla niej, ale przede wszystkim dla dzieci. Myślę, że jeżeli syn dopuści się następnego sprzeniewierzenia rodzinnych finansów, jest ona gotowa zabrać dzieci i odejść od niego. A wtedy on nie będzie miał już żadnych zobowiązań, które do tej pory jeszcze go w jakiś sposób skłaniały do pracy i do częściowego przynajmniej wypełniania obowiązków. Strasznie boli mnie, kiedy widzę jak stopniowo doprowadza do ruiny życie swoje, swojej żony i dzieci. Robi on wrażenie człowieka zupełnie bezwolnego, pozbawionego ambicji i sprecyzowanych celów.

Przeraża mnie jego przyszłość, tym bardziej, że czuję się odpowiedzialna za jego ukształtowanie. Dziś widzę błędy, które oboje z mężem popełniliśmy w jego wychowaniu. Dziś to dostrzegam. Dlaczego wcześniej tego nie widziałam? Trapią mnie wyrzuty sumienia z powodu popełnionych błędów wychowawczych, nie mogę się uwolnić od myśli, że to my, ja i mój zmarły mąż, jesteśmy przyczyną tragedii naszego dziecka.

Na początku dwa słowa pociechy, jakich zapewne Pani się nie spodziewa. Słowo pierwsze: Proszę mi wierzyć, że kiedy w tej rubryce ktoś przedstawia swoje bardzo trudne życiowe problemy, wielu czytelników później spontanicznie modli się w intencji autora listu oraz dobrego rozwiązania jego problemów. Ufajmy, że to, czego Pani nie może sama wymodlić, wyprosimy u Boga wspólnie z czytelnikami tego tekstu.

I drugie słowo pociechy: Jeden z największych bohaterów chrześcijańskiej miłości wobec biednych i opuszczonych, święty Kamil de Lellis (1550-1614), zaczynał jako doszczętnie zgrany hazardzista. Już się wydawało, że nieodwracalnie zmarnował swoje życie, ale właśnie wtedy Pan Bóg w swoim miłosierdziu sprawił, że ten jego upadek stał się początkiem nawrócenia i wspaniałych dzieł, jakich Kamil później dokonał. Niech Pani spróbuje zaprzyjaźnić się z tym świętym i serdecznie poleca syna jego modlitwie.

I jeszcze uwaga na temat błędów, jakie Pani w stosunku do swojego dziecka mogła popełnić. Sądzę, że należy odróżnić takie błędy z przeszłości, do których powtarzania dziś nie mamy już nawet okazji, oraz błędy, które koniecznie musimy sobie uświadomić, ażeby przynajmniej na przyszłość nie udzielać swojemu dziecku fałszywej pomocy, która by go jeszcze bardziej przyzwyczajała do nieodpowiedzialności.

Słowem, zdecydowanie radzę Pani nie trapić się szukaniem odpowiedzi na pytanie, jakie błędy wychowawcze wspólnie z śp. Mężem popełniliście. Zbyt wiele czasu minęło, a proces jego wychowania już dawno się zakończył. Całą przeszłość trzeba po prostu oddać Panu Bogu, a całą uwagę zwrócić na dzień dzisiejszy – jak dzisiaj może Pani swojemu dużemu i biednemu dziecku dopomóc.

Zastanawiam się, czy słusznie wybroniłyście go wspólnie z jego żoną od odpowiedzialności sądowej. Nie jestem pewien tego, co za chwilę napiszę, dlatego w tym miejscu proszę szczególnie liczyć się z tym, że mogę nie mieć racji. Otóż wydaje mi się, że w sytuacjach tak trudnych, kiedy naszemu bliskiemu grozi nawet więzienie, niesłuszne są oba stanowiska skrajne: Nie powinno się zostawiać swojego bliskiego samemu sobie, ale też nie powinno się go chronić przed ponoszeniem odpowiedzialności za to, co narozrabiał. Panie chyba popełniłyście ten drugi błąd.

Osobiście próbowałbym – gdyby to tylko było możliwe – tak się porozumieć z okradzionym przez syna przedsiębiorcą, że on jednak zaskarżyłby go do sądu, wy natomiast wyrównałybyście w całości poniesioną szkodę, co zapewniłoby synowi wyrok w zawieszeniu. Wyrok taki nie byłby wprawdzie w przypadku tak utrwalonego nałogu barierą zbyt mocną przed podobnymi przestępstwami w przyszłości, ale może akurat już taka bariera wystarczyłaby synowi do otrzeźwienia. Tak czy inaczej, uderzyło mnie w Pani liście, że zdecydowanie zbyt łatwo swoimi pieniędzmi naprawiała Pani złe skutki jego przestępstw.

Zastanawiam się, co bym powiedział Pani synowi, gdyby on sam przyszedł do mnie z prośbą o pomoc. Zapewne poradziłbym mu podobnie, jak radzę ludziom uwikłanym na przykład w nałóg oglądania pornografii. Otóż stanowczo radzę im podjąć decyzję radykalną: odciąć się od internetu, choćby to się wiązało z nie wiem jak dużym utrudnieniem sobie normalnego życia.

Już starzy Ojcowie pustyni dawali takie oto mądre rady na temat radzenia sobie z pokusą. Mówili tak: Przypatrz się jatce z mięsem. Dopóki jest otwarta, pies kręci się koło niej nieustannie, nawet przez całe godziny i nawet kiedy go odpędzają. Zauważ jednak, że kiedy jatkę się zamknie, pies zaraz odchodzi i już jatką się nie interesuje. Ogromnie to ważne: Nie dawać pokusie nadziei, że cokolwiek osiągnie, po prostu stanowczo trzeba zamknąć swoją jatkę i już. Myślę, że rada ta dotyczy wszystkich pokus do złego.

Podobnie radykalny krok trzeba podpowiedzieć nałogowemu hazardziście. Jego trzeba odciąć od pieniędzy – własnych czy cudzych – i od wszystkich dokumentów, za pomocą których mógłby dojść do ich posiadania. Może warto przeprowadzić rozdzielność majątkową z żoną, na pewno zaś powinien się z nią umówić, że nie będzie miał dostępu do karty kredytowej ani do żadnego dokumentu swojej tożsamości – i najlepiej żeby te dokumenty były również poza jego żoną, ażeby w momencie pokusy nie chciał jej dręczyć prośbami: „daj kartę”, itp. Oczywiście, przybędzie mu różnych kłopotów – ale trudno, jatkę z mięsem trzeba nieodwołalnie zamknąć. Ufajmy, że psy pokusy od razu się zorientują, co się dzieje i go opuszczą.

Ufajmy też, że syn nie posunie się do kradzieży. A gdyby jednak – nie trzeba go bronić. Trudno – skoro łagodniejsze metody nie pomogły, niech idzie do więzienia. Może dopiero takie doświadczenie okaże się dnem, od którego się odbije i wróci do normalnego życia już bez tego strasznego nałogu.

Jeszcze rada praktyczna. Również u nas w Polsce rozwija się – analogiczny do AA – ruch „anonimowych hazardzistów” (Gamblers Anonymous). Niech Pani trochę poszpera w Internecie wokół tego hasła. Rzecz jasna, udzielane tam rady zawsze trzeba sprawdzić w świetle Ewangelii oraz przepuścić przed sitko zdrowego rozsądku – ale to dotyczy wszystkich rad udzielanych przez ludzi, również tych, jakie przedstawiłem w niniejszym liście.

Na koniec muszę Pani powiedzieć, że jestem pełen podziwu dla jego żony. Ona jest prawdziwym SKARBEM. Ufajmy, że tę decydującą bitwę o jego uratowanie, jaka Was w najbliższym czasie czeka, jednak wygracie. I wtedy duch dziękczynienia Bogu za łaskę uratowania Waszego Najbliższego ogarnie Was spontanicznie. Ja ze swej strony serdecznie obiecuję swoją modlitwę. I jestem pewien, że niejeden z czytelników będzie się modlił za Pani syna i za całą Waszą rodzinę, tak ciężko tym nałogiem doświadczoną.