"Gdyż tam, gdzie dwaj lub trzej zbierają się w moje imię, jestem pośród nich".
 
Mt 18, 20  

Jezu Ufam Tobie



Wydarzenia  


8 grudnia (sobota) o godz. 9.00 w Sandomierzu w kościele św. Jakuba, który jest podwójnym sanktuarium – Błog. Sadoka i 48 Sandomierskich Męczenników Dominikańskich oraz Matki Bożej Różańcowej przy ulicy Staromiejskiej 3 - Msza św. za członków internetowej grupy modlitewnej „ModlitwaRazem” oraz w intencjach, w których się oni modlą. Po Mszy św. - Koronka do Miłosierdzia Bożego. Będzie można również słuchać audio transmisję tej Mszy św. na żywo. Zapraszamy!
1 grudnia (sobota) o godz. 8.00 w Korbielowie w kościele Ojców Dominikanów pw. Najświętszej Marii Panny Królowej Aniołów przy ulicy Dominikańskiej 1 - Msza św. za członków internetowej grupy modlitewnej „ModlitwaRazem” oraz w intencjach, w których się oni modlą. Zapraszamy!
10 listopada (sobota) o godz. 9.00 w Sandomierzu w kościele św. Jakuba, który jest podwójnym sanktuarium – Błog. Sadoka i 48 Sandomierskich Męczenników Dominikańskich oraz Matki Bożej Różańcowej przy ulicy Staromiejskiej 3 - Msza św. za członków internetowej grupy modlitewnej „ModlitwaRazem” oraz w intencjach, w których się oni modlą. Po Mszy św. - Koronka do Miłosierdzia Bożego. Będzie można również słuchać audio transmisję tej Mszy św. na żywo. Zapraszamy!
Archiwum wydarzeń: transmisje
 


Intencje mszalne  




Kliknij by przejść do strony z wyborem banerów

Chcesz zalinkować stronę ModlitwaRazem.pl?
Użyj banera!






Jacek Salij OP

Niewierzący z Nazaretu


Można się zachwycać Panem Jezusem i podziwiać Jego naukę, a jednak w Niego nie wierzyć, a nawet aktywnie działać przeciwko Niemu. Dokładnie tak odnieśli się do Niego mieszkańcy Nazaretu, kiedy Jezus wstąpił do rodzinnej miejscowości w trakcie swojej działalności mesjańskiej.

Warto zanalizować tamto wydarzenie, bo jest ono poniekąd prawzorem tego, w jaki sposób wielu ludzi również w naszym pokoleniu odrzuca Pana Jezusa. Bo niestety, również do naszego pokolenia odnosi się skarga zapisana w prologu Ewangelii Jana: Przyszedł Ten, przez którego świat został stworzony, „do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli” (J 1,11).

Tamto wydarzenie najobszerniej relacjonuje Ewangelia Łukasza (4,14-30). Stosunkowo krótkie opisy Mateusza (13,53-58) oraz Marka (6,1-6) jednak w niejednym szczególe relację Łukasza wzbogacają.

„Wszyscy przyświadczali Mu”

Do Nazaretu Pan Jezus przybył poprzedzony famą sławnego nauczyciela i cudotwórcy: „Wieść o Nim rozeszła się po całej okolicy, On zaś nauczał w ich synagogach, wysławiany przez wszystkich” (Łk 4,14-15). Toteż mieszkańcy Nazaretu przyjęli swojego sławnego Rodaka z dużą życzliwością.

Ich życzliwe nastawienie do Jezusa nie zmieniło się nawet wtedy, kiedy On otwarcie zaczął im podsuwać, że właśnie Jego zapowiadali prorocy jako mającego nadejść Mesjasza. Podczas nabożeństwa w synagodze Jezus przeczytał mesjańskie proroctwo Izajasza, a następnie wyjaśnił swoim rodakom, że „dziś spełniły się słowa Pisma, któreście słyszeli” (w. 21). Wówczas „wszyscy przyświadczali Mu i dziwili się pełnym wdzięku słowom, które płynęły z ust Jego” (w. 22).

Mogłoby się wydawać, że oni z radością słuchają słowa Bożego i cieszą się z tego, że już za ich życia rozpoczynają się czasy mesjańskie. Jednak Pan Jezus widział ich serca. Widział, że w ich sercach nie ma wiary. Oni przysłuchują Mu się życzliwie, bo spotkanie ze sławnym Rodakiem to dla nich przede wszystkim rozrywka, ale głoszone przez Niego orędzie ich po prostu nie obchodzi.

Wówczas Jezus, ażeby pobudzić ich serca do wiary, przypomina im dwa wydarzenia starotestamentalne, kiedy prorocy dokonywali największych cudów nie w swojej ojczyźnie, ale dla ludzi z zewnątrz, bo znajdowali wiarę tam, gdzie najmniej można było się jej spodziewać. W ten sposób cudzoziemka, wdowa z Sarepty, została zaszczycona łaską, jaka w czasach proroka Eliasza nie spotkała żadnej wdowy izraelskiej, natomiast żaden trędowaty Izraelita, ale Syryjczyk Naaman został za sprawą proroka Elizeusza uzdrowiony z trądu.

Zatem swoim rodakom Pan Jezus nie zarzucał bezpośrednio braku wiary. Powiedział im to niejako między wierszami. Oni mimo to poczuli się potwornie przez Niego zaatakowani: „Wszyscy w synagodze unieśli się gniewem. Porwali Go z miejsca, wyrzucili Go z miasta i wyprowadzili aż na stok góry, na której ich miasto było zbudowane, aby Go strącić” (w. 28-29).

Jak wytłumaczyć gwałtowność tego przejścia od spokojnego, a nawet życzliwego przysłuchiwania się Jego kazaniu – do tego stopnia, że nie przeszkadzała im nawet deklaracja Jezusa, iż jest On Mesjaszem – do skrajnej agresji przeciw swojemu Rodakowi. Wolno się domyślać, że Pan Jezus zepsuł im zabawę przypatrywania się Mu z pozycji niezaangażowanych obserwatorów. Bo sens słów, jakie do nich skierował, był mniej więcej taki: We Mnie można wierzyć albo nie wierzyć, a jeśli ktoś zajmuje pozycję obserwatora, to znaczy, że nie wierzy. Otóż mieszkańcy Nazaretu poczuli, ze Jezus ich wzywa do uwierzenia w Niego. I to ich ogromnie rozeźliło.

„Przecież On jest tylko jednym z nas!”

Wszyscy trzej synoptycy, ale zwłaszcza Mateusz i Marek, opisując to wydarzenie, przedstawili proces narastania w rodakach Pana Jezusa sprzeciwu wobec Niego. „Przecież On się tu wychował, znamy Go od dzieciństwa! – spróbujmy wejść w ich odczuwanie. Czyż nie jest to syn nieżyjącego już cieśli Józefa? Przecież Jego matka, bracia i siostry mieszkają wśród nas (por. Mt 13,55-56)! Przecież On jest tylko jednym z nas!”

Mieszkańcy Nazaretu dobrze wiedzieli, że Jezus nie miał rodzeństwa. Wymienieni przez Ewangelistę Jakub, Józef, Szymon i Juda byli Jego dalekimi krewnymi. Dość przypomnieć „siostrę Matki Jego, Marię, żonę Kleofasa” (J 19,25) – niewątpliwie cioteczną siostrę Maryi, bo dwie siostry rodzone nie miałyby przecież tego samego imienia. Otóż ta druga Maria była „matką Jakuba i Józefa” (Mt 27,56; por. Mk 15,47; 16,1).

Nie zamierzam twierdzić, że Nazaretańczycy powinni się domyśleć, że Jezus jest Synem Bożym i Ojciec Przedwieczny jest Jego jedynym Ojcem. Nie musieli też w Maryi rozpoznać tego wszystkiego, co wiemy o niej w świetle wiary. Nie ma jednak wątpliwości co do tego, że zarówno Boże synostwo Jezusa, jak dziewiczość Jego Matki jakoś odzwierciedlały się w ich osobach i postępowaniu – i mieszkańcy Nazaretu musieli to jakoś zauważać.

Mówiąc krótko: Mieszkańcy Nazaretu mieli pełne prawo traktować Jezusa jako jednego z nich. Jednak było błędem z ich strony widzieć w Nim tylko jednego z nich. Przecież On mieszkał wśród nich mniej więcej trzydzieści lat – to wystarczająco długo, żeby zauważyć, że było w Nim „coś więcej”. Mogli nie umieć rozpoznać ani nazwać, czym jest to „coś więcej”. Ale oni poznali Jezusa wystarczająco, żeby nie twierdzić, że „On jest tylko jednym z nas”.

Zauważmy przepaść, jaka oddziela te dwa twierdzenia: „Jezus jest jednym z nas” oraz „Jezus jest tylko jednym z nas”. Ta przepaść oddziela w ciągu kolejnych pokoleń autentyczną wiarę od różnych błędów i nieporozumień na temat Jezusa.

Bo to jest podstawowa prawda wiary chrześcijańskiej, że Syn Boży stał się prawdziwym człowiekiem, jednym z nas. „On, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie” i przyjął naszą ludzką naturę (por. Flp 2,6-7). On jest człowiekiem w najpełniejszym słowa znaczeniu, Jego człowieczeństwo nie zostało wypaczone żadnym grzechem i jest idealnym wzorem, pobudzającym do naśladowania tych wszystkich, którym zależy na kształtowaniu własnego człowieczeństwa. Co więcej, wypełniony na krzyżu „czyn sprawiedliwy tego Człowieka sprowadza na wszystkich ludzi usprawiedliwienie dające życie” (Rz 5,18).

Jednak gdyby Jezus był tylko człowiekiem, „tylko jednym z nas”, jak sądzili mieszkańcy Nazaretu, to choćby był geniuszem religijnym i moralnym bohaterem, uwierzyć w Niego byłoby czymś nierozumnym. Bo niby dlaczego mielibyśmy Jego naukę przyjąć jako orędzie skierowane do wszystkich narodów i wszystkich pokoleń? Jakie mielibyśmy gwarancje, że przekaz Ewangelii na temat Jego osoby i nauki jest autentyczny? Dlaczego Jego nauka nie miałaby z biegiem lat się zestarzeć i zdezaktualizować? Wszystko, co ludzkie, naznaczone jest jakąś niedoskonałością – dlaczego miałoby to nie dotyczyć Jezusa-tylko-człowieka i Jego nauki? Dlaczego się nie spodziewać, że pojawi się jeszcze ktoś od Niego mądrzejszy i doskonalszy? Podobnych pytań można mnożyć.

„Wyrzucili go z miasta”

Wydarzenie, jakie miało miejsce w nazaretańskiej synagodze, odsłania nietrwałość tego podziwu dla Jezusa, jaki okazują Mu niewierzący. Z zasady ten, kogo ogarnia podziw dla Jezusa, jest zaproszony do uwierzenia w Niego. Wobec Jezusa nie da się być neutralnym obserwatorem. W Niego trzeba uwierzyć, albo na Jego osobę i naukę się zamknąć. Kto chciałby pozostać niewierzącym, ale zarazem zachwycać się Jezusem z pozycji obserwatora, prawdopodobnie powtórzy drogę mieszkańców Nazaretu. Oni „przyświadczali Mu i dziwili się pełnym wdzięku słowom, które płynęły z ust Jego”, ale jeszcze tego samego dnia „wyrzucili Go z miasta i wyprowadzili aż na stok góry, na której ich miasto było zbudowane, aby Go strącić” (w. 22 i 29).