"Gdyż tam, gdzie dwaj lub trzej zbierają się w moje imię, jestem pośród nich".
 
Mt 18, 20  

Jezu Ufam Tobie



Wydarzenia  


8 grudnia (sobota) o godz. 9.00 w Sandomierzu w kościele św. Jakuba, który jest podwójnym sanktuarium – Błog. Sadoka i 48 Sandomierskich Męczenników Dominikańskich oraz Matki Bożej Różańcowej przy ulicy Staromiejskiej 3 - Msza św. za członków internetowej grupy modlitewnej „ModlitwaRazem” oraz w intencjach, w których się oni modlą. Po Mszy św. - Koronka do Miłosierdzia Bożego. Będzie można również słuchać audio transmisję tej Mszy św. na żywo. Zapraszamy!
1 grudnia (sobota) o godz. 8.00 w Korbielowie w kościele Ojców Dominikanów pw. Najświętszej Marii Panny Królowej Aniołów przy ulicy Dominikańskiej 1 - Msza św. za członków internetowej grupy modlitewnej „ModlitwaRazem” oraz w intencjach, w których się oni modlą. Zapraszamy!
10 listopada (sobota) o godz. 9.00 w Sandomierzu w kościele św. Jakuba, który jest podwójnym sanktuarium – Błog. Sadoka i 48 Sandomierskich Męczenników Dominikańskich oraz Matki Bożej Różańcowej przy ulicy Staromiejskiej 3 - Msza św. za członków internetowej grupy modlitewnej „ModlitwaRazem” oraz w intencjach, w których się oni modlą. Po Mszy św. - Koronka do Miłosierdzia Bożego. Będzie można również słuchać audio transmisję tej Mszy św. na żywo. Zapraszamy!
Archiwum wydarzeń: transmisje
 


Intencje mszalne  




Kliknij by przejść do strony z wyborem banerów

Chcesz zalinkować stronę ModlitwaRazem.pl?
Użyj banera!






Jacek Salij OP

Rodzina przede wszystkim


Jest coś zachwycającego w tym, że mały Jezus, tak jak każde ludzkie dziecko, potrzebował rodziny. Potrzebował tej podstawowej przestrzeni miłości, jaką tylko rodzina może dziecku zapewnić. Jest to tym bardziej godne zauważenia, że przecież Jezus urodził się z dziewiczej Matki i nie miał ludzkiego ojca. Nie godziło się bowiem, żeby Jednorodzony Syn samego Ojca Przedwiecznego miał jeszcze jakiegoś innego ojca.

A jednak, przyjmując ludzką naturę, Syn Boży urodził się i wychował w pełnej rodzinie. Trudno o większe wywyższenie rodziny, o większe podkreślenie znaczenia rodziny jako podstawowej ludzkiej wspólnoty.

Postawmy sobie parę prostych pytań: W czym dziewicze małżeństwo Józefa i Maryi może być wzorem dla zwyczajnego małżeństwa mężczyzny i kobiety? W czym Święta Rodzina, w której urodził się i wychował sam Syn Boży, może być wzorem dla zwyczajnych ludzkich rodzin?

Otóż jedno o tej Rodzinie wiemy z całą pewnością: że była ona przepełniona Bożą obecnością. Przecież jednym z jej członków był sam Syn Boży, zaś Maryja i Józef – każde z nich z osobna, i oboje razem – kochali Boga i byli Mu wierni naprawdę ze wszystkich sił i z całego serca. A tam, gdzie ludzie autentycznie kochają Pana Boga, tam również ich miłość wzajemna jest prawdziwa.

Prawdę miłości małżeńskiej i rodzinnej poznać po tym, że mąż i żona, rodzice i dzieci, jakby przenikali się wzajemnie, jakby stanowili jeden organizm. Jednak dzieje się tak dopiero wówczas, kiedy miłość to dla nas przede wszystkim dawanie samego siebie. „Człowiek – że przywołam znane słowa Jana Pawła II – jest jedynym stworzeniem na tej ziemi, którego Bóg chciał dla niego samego. Dlatego nie zrealizuje w pełni samego siebie inaczej, niż przez bezinteresowny dar z siebie”.

Miłość byle jaka

Niestety, żyjemy w czasach kultu wygody. Wielu małżonków jakby zapomniało o tym, że ślubowali sobie wzajemnie „miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci” – i postępuje tak, jakby ślubowali sobie „że cię nie opuszczę, dopóki będzie mi z tobą miło i łatwo”; albo nawet: „dopóki nie znajdę sobie kogoś następnego”. A przecież życie wręcz często stawia nas w sytuacjach, kiedy najważniejszymi wręcz imionami miłości są ofiarność i poświęcenie. Kochać wtedy, kiedy jest to łatwe i przyjemne, potrafi nawet notoryczny egocentryk. Prawdziwie kocha dopiero ten, kto trwa w miłości również wtedy, kiedy to trudne.

Głównymi ofiarami miłości byle jakiej, miłości która mija jak słomiany zapał, są dzieci. Przypomina mi się pięcioletnia dziewczynka, która podczas Mszy świętej dla przedszkolaków wypowiedziała przez mikrofon modlitwę, która brzmiała jak straszne oskarżenie: „żeby każde dziecko miało tylko jednego tatusia i tylko jedną mamusię”. Pomyśleć: ile bólu musiało doświadczyć to dziecko wskutek rozejścia się swoich rodziców, ażeby wydobyć z siebie aż tak przejmującą modlitwę.

Stosunkowo niedawno mówił mi ktoś o dziecku, którego ojciec odszedł do innej pani, jak w kącie pokoju mówiło samo do siebie: „Jeżeli tatuś do nas wróci, to będę do niego mówił: tatusiu, tateczku, tatuśku, tatuleńku, tato najukochańszy!” Inne jeszcze dziecko całuje po rękach swojego ojca i z płaczem obiecuje: „Tatusiu, ja już będę grzeczny!” Biednemu dziecku wydawało się, że rodzice dlatego się rozeszli, ponieważ ono było niegrzeczne. Rzadko się zdarza, żeby rozwód rodziców nie spowodował w dziecku wielkiego duchowego spustoszenia. Dziecku wtedy usuwa się poniekąd grunt pod nogami, traci poczucie bezpieczeństwa, nieraz dziecko ogarniają niepokoje, że może jest kimś bezwartościowym i że to dlatego jedno z rodziców odeszło.

Wiele kryzysów małżeńskich na pewno dałoby się przezwyciężyć, do wielu rozwodów w ogóle by nie doszło, gdybyśmy mieli trochę więcej wyobraźni. Gdybyśmy przynajmniej pomyśleli o tym, jak bardzo naszym rozwodem możemy skrzywdzić nasze rodzone dzieci.

Kościół domowy

Wróćmy do pytania, w czym Święta Rodzina może być wzorem dla zwyczajnych ludzkich rodzin. W rodzinie Józefa i Maryi, w najwyższym stopniu wypełniła się obietnica mesjańska, że Bóg chce być naszym Emanuelem, czyli Bogiem z nami. Otóż Bóg chce być Emanuelem we wszystkich rodzinach. Ten, który urodził się w betlejemskiej szopie, niewątpliwie nie wzgardzi żadnym człowiekiem i żadną rodziną, która zechce Go zaprosić do swojego domu i do swojego życia.

On sam powiedział, że gdzie dwoje lub troje zgromadzi się w Jego imię, tam On będzie wśród nich. Taki jest zresztą sens sakramentu małżeństwa, że tych dwoje łączy się w imię Pana Jezusa i pragnie całe swoje małżeńskie i rodzicielskie życie spędzić w przyjaźni z Nim, i w oparciu o Jego pomoc. To właśnie dlatego o rodzinie zbudowanej na sakramentalnym małżeństwie mówimy, że jest i powinna być małym Kościołem, Kościołem domowym.

To są bardzo piękne formuły – że Bóg chce być naszym Emanuelem, że rodzina ma być Kościołem domowym, że Pana Jezusa powinniśmy zaprosić do swojego życia i do swojego domu. Jednak nie używajmy tych pięknych formuł w sposób pusty. Spróbuję konkretnie przypomnieć, co to znaczy, że rodzina ma być Kościołem domowym, czyli miejscem obecności Boga w naszym domu.

Otóż po pierwsze: Wtedy rodzina jest małym Kościołem, kiedy panuje w niej szacunek dla Bożych przykazań, kiedy jej członkowie naprawdę liczą się z Bożymi przykazaniami i starają się je zachowywać. Trudno byłoby nazwać małym Kościołem rodzinę skłóconą, w której krzyk jest podstawowym środkiem wzajemnej komunikacji – że już nie będę wspominał o różnych innych sposobach deptania Bożych przykazań, jakie zdarzają się w naszych rodzinach.

Po drugie: Świątynia to jest takie miejsce, gdzie ludzie się modlą, gdzie również modlą się wspólnie. Jeżeli więc rodzina to mały Kościół, nie może zabraknąć świętych obrazów na ścianach jej mieszkania, ani modlitwy, w tym również modlitwy wspólnej. Kiedyś wielkie wrażenie zrobiło na mnie zwierzenie pewnego młodego ojca. Po urodzeniu się pierwszego dziecka postanowili wspólnie z żoną wspólnie się modlić. „Żeby dla naszego dziecka wspólna modlitwa w rodzinie była zwyczajem niepamiętnym” – powiedział mi.

Wreszcie po trzecie: Świątynia jest to takie miejsce, gdzie składa się Bogu miłe Mu ofiary. Rzecz jasna, my chrześcijanie znamy tylko jedną ofiarę miłą Bogu – tę, którą złożył na krzyżu Syn Boży Jezus Chrystus, a która uobecnia się podczas każdej Mszy świętej. To właśnie dlatego dla rodzin katolickich coniedzielna Msza święta stanowi centrum każdego tygodnia. To jej mocą małżonkowie i dzieci, i inni członkowie rodziny, starają się przemieniać swoje codzienne obowiązki oraz niecodzienne kłopoty czy nawet nieszczęścia w ofiarę miłą Bogu.

Zakończę odwołaniem się do Prymasa Wyszyńskiego. Wciąż na nowo przypominał on polskiemu Kościołowi, że cywilizacja i trwałość narodów zależą od stanu ich rodzin, zaś fundamentem trwałych i szczęśliwych rodzin jest wiara w Boga. Rodzina albo będzie silna Bogiem – powtarzał Ksiądz Prymas – albo będzie się pogrążała w coraz to głębszym kryzysie.

Toteż nigdy dość przypominania, że grzesznik może się nawrócić, a to co złe może zostać naprawione. W odniesieniu do rodziny znaczy to: Nawet jeżeli w Twojej rodzinie zdarzyło się wiele rzeczy złych i właściwie wszyscy jesteście poranieni – przy Waszej dobrej woli i z Bożą pomocą wszystko może zostać naprawione i uzdrowione.