"Gdyż tam, gdzie dwaj lub trzej zbierają się w moje imię, jestem pośród nich".
 
Mt 18, 20  

Jezu Ufam Tobie



Wydarzenia  


8 grudnia (sobota) o godz. 9.00 w Sandomierzu w kościele św. Jakuba, który jest podwójnym sanktuarium – Błog. Sadoka i 48 Sandomierskich Męczenników Dominikańskich oraz Matki Bożej Różańcowej przy ulicy Staromiejskiej 3 - Msza św. za członków internetowej grupy modlitewnej „ModlitwaRazem” oraz w intencjach, w których się oni modlą. Po Mszy św. - Koronka do Miłosierdzia Bożego. Będzie można również słuchać audio transmisję tej Mszy św. na żywo. Zapraszamy!
1 grudnia (sobota) o godz. 8.00 w Korbielowie w kościele Ojców Dominikanów pw. Najświętszej Marii Panny Królowej Aniołów przy ulicy Dominikańskiej 1 - Msza św. za członków internetowej grupy modlitewnej „ModlitwaRazem” oraz w intencjach, w których się oni modlą. Zapraszamy!
10 listopada (sobota) o godz. 9.00 w Sandomierzu w kościele św. Jakuba, który jest podwójnym sanktuarium – Błog. Sadoka i 48 Sandomierskich Męczenników Dominikańskich oraz Matki Bożej Różańcowej przy ulicy Staromiejskiej 3 - Msza św. za członków internetowej grupy modlitewnej „ModlitwaRazem” oraz w intencjach, w których się oni modlą. Po Mszy św. - Koronka do Miłosierdzia Bożego. Będzie można również słuchać audio transmisję tej Mszy św. na żywo. Zapraszamy!
Archiwum wydarzeń: transmisje
 


Intencje mszalne  




Kliknij by przejść do strony z wyborem banerów

Chcesz zalinkować stronę ModlitwaRazem.pl?
Użyj banera!






Jacek Salij OP

Eloi! Eloi!


Ufam, że jest już we mnie jakaś malutka cząstka, którą całkowicie i nieodwołalnie należę do Boga. Niedostrzegalna jeszcze nawet dla mnie samego, ale ufam, że ona już we mnie jest. Tą cząstką siebie jestem już niezdolny do grzechu, płynie z niej wyłącznie bezinteresowna i czysta miłość. Tą cząstką siebie uczestniczę już w rzeczywistości zmartwychwstania.

Ale przede wszystkim doświadczam siebie jako istoty nieustannie zapraszanej do jakiegoś uczestnictwa w złu i zdolnej do takiego uczestnictwa. To, że czynię - być może - również sporo dobra, nie stawia mnie jeszcze po stronie Boga. Sam diabeł nie ma prawdopodobnie nic przeciwko temu, żebym czynił dobro, i zapewne nie przeszkadzałoby mu, gdybym czynił go więcej niż obecnie. Czyż wilk ma coś przeciwko temu, żeby owca była coraz tłustsza? Czyż musi niepokoić się tym, że owce się rozmnażają? Złu bardzo odpowiada zasada współistnienia z dobrem. Jego wymagania wydają się skromne: ono żąda tylko tego, żeby przyznać mu jakiś kącik, w którym mogłoby istnieć.

Owszem, stary Adam przybiera w niektórych ludziach postać jawnego grzesznika: kogoś bezwzględnego dla bliźnich, rozpustnika, człowieka bez zasad. Ale najczęściej przejawia się on jako człowiek szacowny, zdolny do umiarkowanych poświęceń, obdarzony pewnym zmysłem społecznym. Stary Adam nie jest wrogiem dekalogu ani zasad Ewangelii, lubi się nawet do nich odwoływać. Tyle tylko, że jest człowiekiem rozsądnym. Toteż uznaje wprawdzie słuszność zasad, ale „wie”, że i życie ma swoje prawa, nie jest więc takim doktrynerem, żeby nie dopuszczać wyjątków.

Otóż tego starego Adama Chrystus każe mi przybić do krzyża (zob. Mt 10,38; Rz 6,6). Jak to? Rozumiałbym Twoje żądanie, Panie Jezu, gdyby ten stary Adam był we mnie złodziejem albo rozpustnikiem. Ale to przecież pełen dobrych chęci poczciwiec! A że wobec potęgi zła stara się jakoś lawirować? Przecież nie ma innego wyjścia!

Jest wyjście! - odpowiada mi Chrystus. Bardzo ciasne, wąskie, ale pewne. Właśnie przez krzyż. Przybij do krzyża, na którym Ja zostałem ukrzyżowany, swojego starego Adama. Musisz jasno się opowiedzieć: jesteś ze Mną czy przeciwko Mnie? Albo ze Mną przez krzyż będziesz szedł ku zmartwychwstaniu, albo przeciwko Mnie będziesz budował świat oparty na pojednaniu dobra ze złem.

Powiedzmy sobie bez osłonek: Kto stara się całkowicie i bez zastrzeżeń uwierzyć Chrystusowi, niejeden raz przyjdzie mu wołać: „Eloi! Eloi! Boże mój! Boże mój! Czemuś mnie opuścił?”

Trzeba więc wniknąć w ten okrzyk Ukrzyżowanego, żeby we właściwym momencie samemu umieć nim zawołać do Boga. Na pewno nie jest to okrzyk rozpaczy, mało prawdopodobne, żeby to była skarga. Tymi słowami wołał Chrystus w momencie, kiedy znalazł się w takim miejscu tego świata, z którego szczególnie wyraźnie było widać jego potworne oddalenie od Boga.

Słowami: „Eloi! Eloi!” wołał Wielki Naprawca, który w krzyżu znalazł dźwignię, za pomocą której ten świat da się na powrót przesunąć w orbitę zbawczej obecności Boga. Wołał do swojego Przedwiecznego Ojca, żeby przyszedł z pomocą właśnie na to miejsce najbardziej od Niego oddalone.

Czy nam wolno wołać do Boga: „Eloi! Eloi! Czemuś mnie opuścił?" Owszem, wolno, ale tylko z krzyża, do którego przybijamy swojego starego Adama. Bo tylko wówczas te słowa będą prawdziwą modlitwą. Zanoszone z innych miejsc są tylko bezczelną próbą obarczenia Boga odpowiedzialnością za zło tego świata. Albo usiłowaniem zatajenia przed samym sobą swojego duchowego lenistwa. Albo demonstrowaniem swojego cierpiętnictwa.

Nie może być wątpliwości co do tego, że wołanie: „Boże mój! Czemuś mnie opuścił?” to dramatyczna prośba o pomoc. W mesjańskim Psalmie 22, który od tych słów się zaczyna, znajdują się również słowa następujące:

Ty zaś, o Panie, nie stój z daleka,
Pomocy moja, spiesz mi na ratunek! (…)
Chwalcie Pana, (… )
bo On nie wzgardził ani się nie brzydził nędza biedaka,
ani nie ukrył przed nim swojego oblicza
i wysłuchał go, kiedy ten zawołał do Niego
(w. 20,24,225).

Nie zapominajmy jednak o tym, że wołanie to - podczas próby naprawdę ponad ludzkie siły - ukrzyżowany Chrystus poparł całoosobową wiernością Przedwiecznemu Ojcu, odmową jakiegokolwiek paktowania ze złem.