"Gdyż tam, gdzie dwaj lub trzej zbierają się w moje imię, jestem pośród nich".
 
Mt 18, 20  

Jezu Ufam Tobie



Wydarzenia  


8 grudnia (sobota) o godz. 9.00 w Sandomierzu w kościele św. Jakuba, który jest podwójnym sanktuarium – Błog. Sadoka i 48 Sandomierskich Męczenników Dominikańskich oraz Matki Bożej Różańcowej przy ulicy Staromiejskiej 3 - Msza św. za członków internetowej grupy modlitewnej „ModlitwaRazem” oraz w intencjach, w których się oni modlą. Po Mszy św. - Koronka do Miłosierdzia Bożego. Będzie można również słuchać audio transmisję tej Mszy św. na żywo. Zapraszamy!
1 grudnia (sobota) o godz. 8.00 w Korbielowie w kościele Ojców Dominikanów pw. Najświętszej Marii Panny Królowej Aniołów przy ulicy Dominikańskiej 1 - Msza św. za członków internetowej grupy modlitewnej „ModlitwaRazem” oraz w intencjach, w których się oni modlą. Zapraszamy!
10 listopada (sobota) o godz. 9.00 w Sandomierzu w kościele św. Jakuba, który jest podwójnym sanktuarium – Błog. Sadoka i 48 Sandomierskich Męczenników Dominikańskich oraz Matki Bożej Różańcowej przy ulicy Staromiejskiej 3 - Msza św. za członków internetowej grupy modlitewnej „ModlitwaRazem” oraz w intencjach, w których się oni modlą. Po Mszy św. - Koronka do Miłosierdzia Bożego. Będzie można również słuchać audio transmisję tej Mszy św. na żywo. Zapraszamy!
Archiwum wydarzeń: transmisje
 


Intencje mszalne  




Kliknij by przejść do strony z wyborem banerów

Chcesz zalinkować stronę ModlitwaRazem.pl?
Użyj banera!






Jacek Salij OP

Dzieci szczególnej troski


Niestety, do naszego społeczeństwa odnosi się w całej pełni diagnoza sformułowana w watykańskim dokumencie z 4 marca 1981 r.: „Osoby upośledzone, ich rodziny i krewni stanowią część wielkiej ludzkiej rodziny. Jakkolwiek, niestety, wielka jest ich liczba, są one w społeczeństwie mniejszością. Już z tego powodu istnieje niebezpieczeństwo, że nie cieszą się one dostatecznym zainteresowaniem ogółu. Dochodzi do tego spontaniczna reakcja wspólnoty, która odrzuca i tłumi w swej psychice to, co nie mieści się w jej przyzwyczajeniach. Człowiek nie pragnie konfrontacji z takimi formami istnienia, które jaskrawo ukazują ujemne aspekty życia. Tak rodzą się zjawiska spychane na margines i dyskryminacji jako swego rodzaju mechanizm obrony i odrzucenia".

Wiele można by mówić o tym społecznym odrzuceniu. „Módlmy się za ludzi, którzy tak jakoś dziwnie na nas patrzą" - modli się spontanicznie dziewczynka z zespołem Downa. Siedziałby w domu"- złości się głośno kierowca, który musi nieco poczekać, zanim inwalida na wózku zostanie wyniesiony z autobusu. Dla wielu ludzi jest czymś oczywistym, że jeśli komuś urodziło się upośledzone dziecko, to należy je oddać do zakładu. Człowiek niepełnosprawny, a już zwłaszcza umysłowo upośledzony, wydaje się niektórym ludziom człowiekiem wybrakowanym. Więcej jest w nas okrucieństwa i nieludzkości, niż to sobie uświadamiamy!

Przecież patologiczne sytuacje (na szczęście rzadkie), kiedy rodzic wstydzi się swego upośledzonego dziecka, świadczą nie tylko o tym człowieku, ale oskarżają nas jako społeczeństwo. Jak wielkie musi być natężenie społecznego odrzucenia, jeśli niektórzy rodzice (a o ileż częściej inni bliscy) nie wytrzymują tej atmosfery i zaczynają wstydzić się własnego dziecka!

Szczególnie wiele okrucieństwa wobec dzieci upośledzonych umysłowo wyszło z nas podczas dyskusji na temat prawnej ochrony dziecka poczętego. Już nawet niezależnie od merytorycznej ohydy niektórych wypowiedzi, ludzie wypowiadający się publicznie na ten temat mogliby się trochę liczyć z tym, że wśród ich słuchaczy i czytelników znajdują się również rodzice dzieci upośledzonych, że również same osoby upośledzone potrafią zaskakująco wiele zrozumieć z tego, co na ich temat się mówi. Naprawdę moglibyśmy trochę więcej uważać na to, żeby się wzajemnie nie ranić!

Nie ukrywam, że strasznie się boję tych wszystkich „humanistów”, którzy udowadniają żeby posłużyć się słowami Asnyka – „że król Herod dobroczyńcą był dla sierot". Oburącz podpisuje się pod słowami cytowanego tu już watykańskiego dokumentu: ,,Medycyna zatraca swą szlachetność, kiedy zamiast atakować chorobę, atakuje życia. Zapobieganie bowiem musi być wymierzone przeciwko chorobie, a nie przeciwko życiu. Nigdy nie będzie można powiedzieć, że chce się przynieść ulgę rodzinie, zabijając jednego z jej członków. Szacunek, oddanie, czas i środki których wymaga opieka nad osobami upośledzonymi, również nad osobami ciężko dotkniętymi w zakresie władz umysłowych, jest ceną, jaką społeczeństwo musi z hojnością płacić, aby pozostało rzeczywiście ludzkim".

Istnieją dwie prawdziwe odpowiedzi na pytanie, jak sens realizują swoim życiem ludzie z głębokim upośledzeniem umysłowym. Pierwsza przeznaczona jest dla tych, do których to pytanie przychodzi z daleka. Brzmi ona: Pochyl się ze czcią przed ich człowieczeństwem, a resztę zawierz Panu Bogu! Ksiądz Komodziński - jest to chyba jedna najpiękniejszych kart Nocy i dni - wskazał na nieodparty urok wierzb przydrożnych. Mimo że przecież zostały one przez człowieka tak bardzo zniekształcone. Ale stało się tak dla wyższego celu, żeby nie zacieniały zboża, co tu aż do nich dochodzi". Toteż nie tylko same w sobie, ale również ze względu na swoje miejsce w całości polnego krajobrazu, są tak osobliwie piękne.

Odpowiedź druga, bez porównania głębsza, przeznaczona jest zwłaszcza dla ludzi, których Opatrzność szczególnie wezwała do przyjęcia jednego z tych Jezusowych „braci najmniejszych”. Podczas stanu wojennego spotykała się w naszym klasztorze grupa rodziców z dziećmi autystycznymi. Temu, kto się nie spotkał z tym rodzajem upośledzenia, powiem tylko, że nie da się go nawet porównać z zespołem Downa. Otóż było w rodzicach tych dzieci coś takiego, co ich gruntownie różniło od zwyczajnych rodziców. Przeorani przez całe lata tak ciężkim doświadczeniem, promieniowali jakąś niezwyczajną mądrością, jakimś szczególnym rozumieniem sensu ludzkiego życia. (Niestety, było również w tej grupie ponadprzeciętnie wiele żon porzuconych przez swych mężów).

W jednym z numerów „Cieni i światła” przeczytałem później świadectwo pary rodzicielskiej, która wówczas przychodziła do naszego klasztoru: „Początkowo była to nadzieja, że opóźnienie rozwoju Michasia szybko minie skończą się nasze kłopoty. Gdy stopniowo zaczynaliśmy rozumieć, że upośledzenie umysłowe to nie tylko przemijająca choroba, była w nas przede wszystkim nadzieja, że my potrafimy podołać postawionemu przed nami zadaniu, że wytrzymamy wszelkie trudności z tym związane. Po pewnym czasie przyszło jednak załamanie. Narastająca autoagresja Michasia, prawie zupełny brak kontaktu emocjonalnego z nami, coraz więcej dziwacznych zachowań, a my zdani i liczący tylko na siebie samych. Coraz bardziej zamykaliśmy się w sobie, a wszystkie napięcia były najczęściej wyładowywane na współmałżonku".

Przełomem dla tych rodziców było odkrycie, że dziecko choćby najciężej upośledzone, jest nie tylko przedmiotem opieki, ale potrafi - nawet o tym nie wiedząc – prawdziwie obdarzać. Czytając ich wspomnienie, nie ma się wątpliwości, że mowa tu o czymś, czego w żadnych słowach nie da się wyrazić adekwatnie: „To dzięki Michasiowi uczyliśmy się cierpliwości, wytrwałości, pokory, cieszenia się z drobiazgów i - chyba wbrew wszelkim przypuszczeniom – radości życia. Pamiętam naszą ogromną radość, gdy Michaś po raz pierwszy wziął do ręki szklankę z piciem, podniósł do ust, a potem odstawił... Wspaniałe są te wszystkie spotkania z Michasiem, gdy spojrzał na nas z uśmiechem, przytulił się po raz pierwszy zaprosił, aby położyć się obok niego na tapczanie, lub też gdy prosi, aby go pogłaskać przed spaniem - patrzy w oczy i ślicznie uśmiecha się. Patrzenie na Michasia oczami Boga bardzo scaliło naszą rodzinę”.