"Gdyż tam, gdzie dwaj lub trzej zbierają się w moje imię, jestem pośród nich".
 
Mt 18, 20  

Jezu Ufam Tobie



Wydarzenia  


8 grudnia (sobota) o godz. 9.00 w Sandomierzu w kościele św. Jakuba, który jest podwójnym sanktuarium – Błog. Sadoka i 48 Sandomierskich Męczenników Dominikańskich oraz Matki Bożej Różańcowej przy ulicy Staromiejskiej 3 - Msza św. za członków internetowej grupy modlitewnej „ModlitwaRazem” oraz w intencjach, w których się oni modlą. Po Mszy św. - Koronka do Miłosierdzia Bożego. Będzie można również słuchać audio transmisję tej Mszy św. na żywo. Zapraszamy!
1 grudnia (sobota) o godz. 8.00 w Korbielowie w kościele Ojców Dominikanów pw. Najświętszej Marii Panny Królowej Aniołów przy ulicy Dominikańskiej 1 - Msza św. za członków internetowej grupy modlitewnej „ModlitwaRazem” oraz w intencjach, w których się oni modlą. Zapraszamy!
10 listopada (sobota) o godz. 9.00 w Sandomierzu w kościele św. Jakuba, który jest podwójnym sanktuarium – Błog. Sadoka i 48 Sandomierskich Męczenników Dominikańskich oraz Matki Bożej Różańcowej przy ulicy Staromiejskiej 3 - Msza św. za członków internetowej grupy modlitewnej „ModlitwaRazem” oraz w intencjach, w których się oni modlą. Po Mszy św. - Koronka do Miłosierdzia Bożego. Będzie można również słuchać audio transmisję tej Mszy św. na żywo. Zapraszamy!
Archiwum wydarzeń: transmisje
 


Intencje mszalne  




Kliknij by przejść do strony z wyborem banerów

Chcesz zalinkować stronę ModlitwaRazem.pl?
Użyj banera!






Jacek Salij OP

Zakochałam się w żonatym mężczyźnie


Zakochałam się w mężczyźnie, który jest rozwodnikiem. Wiem, że gdybym się z nim związała, nie mogłabym przyjmować Komunii Świętej, a tak nie potrafiłabym żyć. Powiedziałam mu o tym, ale nie zerwałam z nim kategorycznie, bo rozumiemy się świetnie, mamy ze sobą wiele wspólnego, chciałabym więc utrzymać znajomość, czystą znajomość. On jednak wciąż wyznawał mi miłość, a ostatnio mi się oświadczył. Nie chcę ślubu cywilnego, nie chcę żyć w grzechu. On stara się o orzeczenie nieważności swojego wcześniejszego związku. Nie mówię mu o tym, co do niego czuję, bo chociaż są szanse na takie orzeczenie, to przecież jego małżeństwo może też zostać uznane za ważne, a ja nie wyobrażam sobie życia bez ślubu. On jednak tego nie rozumie, zarzuca mi, że go odrzucam, że traktuję jak człowieka drugiej kategorii, tylko dlatego, że popełnił kiedyś błąd. Uważa, że skoro Bóg zesłał nam tę miłość, to nie może być ona zła. Daje mi do zrozumienia, że życie beze mnie nie ma dla niego sensu, czasami boję się, że sobie coś zrobi. Może ja nie potrafię kochać? Jak w takim przypadku patrzeć na miłość? Jak ją rozumieć? Jak w oczach Boga wygląda osoba, która odrzuca miłość? Właściwie to ja go kocham, ale z ciężkim sercem rezygnuję z tej miłości w imię przykazań. Czy dobrze robię? Czy wolno miłość odrzucać?

Niech Pani uważnie się wsłucha w słowo Pana Jezusa: „Kto ojca lub matkę, lub kogokolwiek, kocha więcej niż Mnie, nie jest Mnie godzien” (Mt 10,37). W tym słowie znajduje się odpowiedź na podsuwane przez owego mężczyznę pytanie, czy miłość, jaka Was złączyła, może być zła. Nie jest dobra i nie może pochodzić od Boga taka miłość, której nie da się pogodzić z Bożymi przykazaniami.

To nie Kościół ustanowił zasadę nierozerwalności małżeństwa, ale sam Pan Jezus. „Kto oddala żonę swoją, a bierze inną – czytamy w Ewangelii – popełnia cudzołóstwo względem niej. I jeśli żona opuści swego męża, a wyjdzie za innego, popełnia cudzołóstwo” (Mk 10,11n). Tę naukę Pana Jezusa powtarza apostoł Paweł: „Tym zaś, którzy trwają w związkach małżeńskich, nakazuję nie ja, lecz Pan: Żona niech nie odchodzi od swego męża! Gdyby zaś odeszła, niech pozostanie samotną albo niech się pojedna ze swym mężem. Mąż również niech nie oddala żony” (1 Kor 7,10n).

Dlatego bardzo serdecznie bym Wam radził nie przywoływać nadaremno imienia Pana Boga i nie przekonywać samych siebie, że to On zesłał na Was tę miłość i że wobec tego nie może ona być zła. To, że ktoś się zakochał w cudzym mężu albo w cudzej żonie, albo że nieraz mężatka lub człowiek żonaty zakochali się w kimś trzecim, w żadnym razie nie usprawiedliwia ani rozbijania małżeństwa, które już istnieje, ani nawet budowania nowego związku na gruzach małżeństwa, które rozpadło się wcześniej. Tymczasem niektórzy ludzie nie tylko że w takiej sytuacji lekceważą sobie naukę Bożą, ale jeszcze mają odwagę wmawiać sobie, że to sam Pan Bóg zesłał na nich tę niezgodną z Jego przykazaniem miłość. Ciężko obrażamy Pana Boga, jeżeli usiłujemy czynić z Niego zasłonę dla naszych grzechów.

Dziewczyny, które wchodzą w związek z żonatym mężczyzną, nieraz się usprawiedliwiają: „Ja jego małżeństwa nie rozbiłam, ono było już rozbite, zanim go poznałam”. A przecież nieraz okazuje się później, że to nie do końca było tak, że jednak nowy związek przypieczętował rozpad poprzedniego małżeństwa. A nawet kiedy czyjeś małżeństwo jest już naprawdę rozbite, proszę mi wierzyć: Nieraz byłem świadkiem odbudowy małżeństw, które wydawały się zburzone bezpowrotnie, a jednak dokonywało się coś niemożliwego i małżeństwa się odradzały. Mogliśmy wtedy wspólnie z pojednanymi małżonkami podziwiać mądrość nauki Bożej, że zarówno porzucony mąż jak porzucona żona nie powinni poślubiać innej osoby.

Tak czy inaczej, tego argumentu, że „ja jego małżeństwa nie rozbiłam”, niech Pani nie używa. Niech Pani raczej weźmie sobie do serca naukę Bożą, że „kto oddala żonę swoją, a bierze inną, popełnia cudzołóstwo względem niej. I jeśli żona opuści swego męża, a wyjdzie za innego, popełnia cudzołóstwo”.

Pisze Pani, że ów mężczyzna wniósł już do sądu kościelnego zapytanie o ważność swojego małżeństwa i że jest poważna nadzieja, iż rzeczywiście uzyska orzeczenie nieważności. Również tego argumentu niech Pani nie używa. Prawo kościelne z całą jasnością orzeka, iż "małżeństwo cieszy się przychylnością prawa, dlatego w wątpliwości należy uważać je za ważne, dopóki nie udowodni się czegoś przeciwnego". Pytanie, czy wiązać się z tym człowiekiem na całe życie, czy nie, będzie sobie Pani mogła postawić dopiero w momencie, kiedy rzeczywiście uzyska on ostateczny wyrok o nieważności swojego małżeństwa. Wielu już wydawałoby się gorliwych katolików oddaliło się od Boga i od Kościoła, bo licząc na taki wyrok, ostatecznie weszło w związek niesakramentalny. Oby przed takim rozwojem tej znajomości Bóg Panią ustrzegł. Jeżeli ów mężczyzna rzeczywiście uzyska orzeczenie nieważności swojego małżeństwa, wtedy będzie właściwy czas na zastanawianie się, czy za niego wychodzić.

Z listu Pani zrozumiałem, że mężczyzna, w którym Pani się zakochała, gotów byłby się z Panią związać nawet związkiem niesakramentralnym. Dla mnie byłby to sygnał, że w swoim życiu niekoniecznie stawia on Boga na pierwszym miejscu. Rzecz jasna, mogłem czegoś nie zrozumieć, mogę nie mieć racji. Generalnie jednak radziłbym zastanowić się, czy w przyszłości w ogóle warto ryzykować wchodzenie w małżeństwo (założywszy, iż uzyska on orzeczenie nieważności swojego obecnego małżeństwa) z kimś, dla kogo nie jest czymś oczywistym, że przykazania Boże należy zachowywać zawsze, bez względu na okoliczności.

Jeden moment w tym, co Pani pisze, wydał mi się szczególnie niepokojący. Pisze Pani: „Daje mi do zrozumienia, że życie beze mnie nie ma dla niego sensu, czasami boję się, że sobie coś zrobi”. Nie rozumiem, co tu jest grane: Czy on naprawdę umieścił sobie Panią na miejscu samego Boga, poza którym życie nie ma sensu, czy też dopuszcza się manipulacji. Jedno i drugie budzi niepokój – i gdybyście nawet byli normalną parą, przygotowującą się do sakramentu małżeństwa, lekkomyślnością byłoby przystępowanie do ślubu, zanim byście sobie z całą jasnością nie uprzytomnili, iż żadna dziewczyna nie jest boginią, a posuwanie się do manipulacji niszczy prawdziwą miłość.

Tak czy inaczej, trzeba porzucić lęki, że jeżeli Pani się od tego pana zdystansuje, to on gotów jeszcze sobie coś zrobić. Nie wolno się żenić ani za mąż wychodzić z litości, małżeństwo to zbyt poważna sprawa. Sam znam dwa albo trzy małżeństwa, kiedy dziewczyna wyszła za chłopca, bo groził, iż popełni samobójstwo – i to są raczej nieudane związki. Rzecz jasna, nie powinna Pani, odmawiając owemu mężczyźnie wyjścia za niego za mąż, okazywać mu lekceważenia czy pogardy. Natomiast gdyby sama odmowa oddania mu ręki skłoniła go do mówienia o samobójstwie, znaczyłoby to, że jest on albo szantażystą albo kimś zupełnie do małżeństwa niedojrzałym. Wtedy nawet gdyby miał rzeczywiście targnąć się na swoje życie (co jest bardzo mało prawdopodobne), mówi się: trudno, to byłaby jego decyzja i Pani nie powinna czuć się przymuszoną do wiązania się z takim człowiekiem, byleby tylko go od takiego kroku odwrócić.

Co konkretnie bym radził Pani dzisiaj, kiedy nie należy wykluczać tego, że jego małżeństwo okaże się nieważne i że jednak będzie on mógł Panią poślubić? Radziłbym, żebyście oboje powiedzieli sobie: Pana Boga stawiamy na pierwszym miejscu i dopóki sprawa tego małżeństwa się nie wyjaśni, nie kontynuujemy naszej znajomości. Gdyby on protestował, to w każdym razie Pani niech taką decyzje podejmie. Gdyby w tej sytuacji znalazł sobie inną, będzie to dowód, że jednak nie była Pani dla niego taką boginią, jak zapewniał.

Gdybyście jednak oboje rzeczywiście taką decyzję podjęli i byli jej wierni, na pewno zbliży to Was ogromnie do Pana Boga. A to na całe Wasze życie będzie dla każdego z Was czymś bezcennym – i zarówno w przypadku orzeczenia nieważności tamtego małżeństwa, jak stwierdzenia jego ważności.

I uwaga ostatnia. Nieraz ludzie, którzy przeżyli wielkie zakochanie, ale z jakichś powodów nie mogli się pobrać, choć bardzo tego chcieli, postanawiają pielęgnować przynajmniej wzajemną przyjaźń. Otóż muszę Pani wyznać, że bardzo sceptycznie oceniam możliwość podtrzymywania bliskiej znajomości, a nawet przyjaźni przez dwoje ludzi, którzy poważnie myśleli o małżeństwie. Przyjaźnie tego rodzaju, kiedy nie mogą zakończyć się ślubem, lubią przeradzać się w zwyczajny konkubinat. Powtarzam: mogę nie mieć racji, ale zapewne trochę racji mam.