"Gdyż tam, gdzie dwaj lub trzej zbierają się w moje imię, jestem pośród nich".
 
Mt 18, 20  

Jezu Ufam Tobie



Wydarzenia  


8 grudnia (sobota) o godz. 9.00 w Sandomierzu w kościele św. Jakuba, który jest podwójnym sanktuarium – Błog. Sadoka i 48 Sandomierskich Męczenników Dominikańskich oraz Matki Bożej Różańcowej przy ulicy Staromiejskiej 3 - Msza św. za członków internetowej grupy modlitewnej „ModlitwaRazem” oraz w intencjach, w których się oni modlą. Po Mszy św. - Koronka do Miłosierdzia Bożego. Będzie można również słuchać audio transmisję tej Mszy św. na żywo. Zapraszamy!
1 grudnia (sobota) o godz. 8.00 w Korbielowie w kościele Ojców Dominikanów pw. Najświętszej Marii Panny Królowej Aniołów przy ulicy Dominikańskiej 1 - Msza św. za członków internetowej grupy modlitewnej „ModlitwaRazem” oraz w intencjach, w których się oni modlą. Zapraszamy!
10 listopada (sobota) o godz. 9.00 w Sandomierzu w kościele św. Jakuba, który jest podwójnym sanktuarium – Błog. Sadoka i 48 Sandomierskich Męczenników Dominikańskich oraz Matki Bożej Różańcowej przy ulicy Staromiejskiej 3 - Msza św. za członków internetowej grupy modlitewnej „ModlitwaRazem” oraz w intencjach, w których się oni modlą. Po Mszy św. - Koronka do Miłosierdzia Bożego. Będzie można również słuchać audio transmisję tej Mszy św. na żywo. Zapraszamy!
Archiwum wydarzeń: transmisje
 


Intencje mszalne  




Kliknij by przejść do strony z wyborem banerów

Chcesz zalinkować stronę ModlitwaRazem.pl?
Użyj banera!






Jacek Salij OP

Odwiedziny z kosmosu?


Mniej więcej pół wieku temu Erich von Däniken zaczął popularyzować tezę, że byliśmy wielokrotnie odwiedzani przez przybyszów z kosmosu. Chociaż kompetentni naukowcy – poza nielicznymi wyjątkami – nie traktują jej poważnie, to przecież teza ta była w mass mediach przedstawiana na tyle często, że chyba nam wszystkim kojarzy się ona z tajemniczymi rzeźbami z Wyspy Wielkanocnej, megalitami z Stonenhenge, menhirami z Bretanii czy z kilometrowymi oznakowaniami z pustyni Nazca.

Zwolennicy tej tezy pokazują dla jej potwierdzenia wyryte w kamieniu postaci, ich zdaniem, do złudzenia podobne do współczesnych kosmonautów oraz starodawne rysunki skalne przedmiotów, które im przypominają rakiety. Ponadto, dowodów na to, że wielokrotnie odwiedzali nas różni kosmici, dopatrują się w mitach i opowieściach, które mówią o jakichś dziwnych postaciach, przychodzących w gościnę do ludzi, o jakichś wozach ognistych, które pojawiały się lub odlatywały wśród szumu i ognia, o różnych tajemniczych podarkach lub zagrożeniach, jakie przychodziły od pozaziemskich gości, itp.

Fakty są niezależne od naszych poglądów

Poglądy Dänikena nie zdobyły sobie rangi poważnej teorii naukowej, toteż zwolenników mają niewielu. Jednak zwolenników mają, nieraz bardzo przekonanych. Niniejszy tekst piszę dlatego, że nawet ostatnio ktoś mnie prosił, żeby mu pomóc w trudnościach, jakie lektura książek temu tematowi poświęconych sprowadziła dla jego wiary.

Otóż rozmowy na ten temat staram się prowadzić w duchu wstępnego szacunku dla faktów. Wprawdzie w tej chwili nie wiemy do końca, czy jacyś kosmici kiedykolwiek naszą ziemię faktycznie odwiedzali. Jedni są tego subiektywnie pewni, innym wydaje się to bardzo mało prawdopodobne. Ale jedno jest pewne: że z tymi odwiedzinami było tak, jak faktycznie było.

Innymi słowy: Jeżeli nasza ziemia była odwiedzana przez jakichś kosmitów, to ani małe prawdopodobieństwo takich wydarzeń, ani żadne argumenty, że to zupełnie niemożliwe, nie unieważnią przecież faktów. Z drugiej strony, jeżeli takich wizyt nie było, to przecież nie zmienią tego nawet najbardziej przekonujące argumenty na rzecz tezy przeciwnej. Nasze argumenty nie mają przecież mocy stwórczej, a rozumem Pan Bóg obdarzył nas nie po to, żebyśmy go używali do przeinaczania prawdy.

Obowiązek bezwzględnego szacunku dla faktów jest nie tylko postulatem rozumu. Wynika on również z naszej wiary, że Bóg jest Panem całego świata, toteż wszystko, co się w nim dzieje, podlega Jego opatrzności. Jeśli idzie o odwiedziny jakichś rozumnych istot z kosmosu wydają się one kompletnie nieprawdopodobne, jednak absolutnie wykluczyć ich nie można.

Natomiast nasza wiara, i trzeba to z całą mocą podkreślić, nie ma żadnego interesu w tym, żeby wypowiadać się na temat istnienia lub nieistnienia pozaziemskich cywilizacji ani – w przypadku jeżeli one jednak istnieją – żeby podejmować pytanie, czy ich przedstawiciele kiedykolwiek nas odwiedzali. Jest tak jak jest oraz było tak jak było. My starajmy się ani faktów nie tworzyć ani faktom (nawet jeżeli nic o nich nie wiemy) z góry nie zaprzeczać. Nie bójmy się również w obliczu pytań i problemów, które nas przekraczają, mówić po prostu: Nie wiemy.

Owszem, główne tezy Dänikena są z chrześcijańską wiarą radykalnie niezgodne, ale to nie z powodu jego twierdzeń o przylotach kosmitów na naszą planetę, ale ze względu na antychrześcijańską, a nawet w ogóle antyreligijną interpretację tych – faktycznych lub urojonych, w tej chwili tego nie umiemy rozstrzygnąć – wydarzeń. Autor ten wielokrotnie twierdzi, że religia samo swoje zaistnienie zawdzięcza kosmitom. Ponieważ w zakresie rozwoju techniki – brzmi podstawowy jego argument – wyprzedzali oni ludzkość o całe epoki, bezpośredni świadkowie ich wizyt uznali w owych pozaziemskich przybyszach jakichś bogów i z czasem pamięć o nich utrwaliła się w postaci kultu religijnego. Słowem, początki religii są tu wyjaśniane w duchu skrajnie materialistycznym.

Ognisty rydwan z Księgi Ezechiela

Ideologiczne interpretacje Dänikena odsuńmy na bok i postawmy proste pytanie: Czy są jakieś poważne argumenty, przemawiające za tym, że nasza ziemia była faktycznie odwiedzana przez jakichś pozaziemskich kosmonautów? Czy biblijne opisy wydarzeń na górze Synaj (por. Wj 19,16-19), wniebowstąpienie proroka Eliasza (por. 2 Krl 2,1-13), a zwłaszcza opis rydwanu Bożego z Księgi Ezechiela każą na to pytanie odpowiedzieć twierdząco?

Przypatrzmy się owemu rydwanowi, tak jak go widział prorok Ezechiel: „Patrzyłem, a oto wiatr gwałtowny nadszedł od północy, wielki obłok i ogień płonący oraz blask dokoła niego, a z jego środka promieniowało coś jakby połysk stopu złota ze srebrem, ze środka ognia. Pośrodku było coś, co było podobne do czterech istot żyjących. Oto ich wygląd: miały one postać człowieka. Każda z nich miała po cztery twarze i po cztery skrzydła. Nogi ich były proste, stopy ich zaś były podobne do stóp cielca; lśniły jak brąz czysto wygładzony. Miały one pod skrzydłami ręce ludzkie po swych czterech bokach” (Ez 1,4-8).

W rydwanie znajduje się jednak Ktoś Najważniejszy, dla proroka niewidzialny. Owe cztery istoty zachowują się wobec Niego w sposób pełen czci: „Nad głowami tych istot żyjących było coś jakby sklepienie niebieskie, jakby kryształ lśniący, rozpostarty ponad ich głowami, ku górze. Pod sklepieniem skrzydła ich były wzniesione, jedno obok drugiego; każde miało ich po dwa, którymi pokrywały swoje tułowie. Gdy szły, słyszałem poszum ich skrzydeł jak szum wielu wód, jak głos Wszechmogącego, odgłos ogłuszający jak zgiełk obozu żołnierskiego; natomiast gdy stały, skrzydła miały opuszczone. (...) Taki był widok tego, co było podobne do chwały Pańskiej. Oglądałem ją. Następnie upadłem na twarz i usłyszałem głos Mówiącego” (Ez 1,22-24.28).

Kto chciałby w wizji proroka Ezechiela dopatrywać się kryptoreportażu z lądowania jakichś kosmitów, musiałby zniszczyć to, co w tekście tym najistotniejsze: jego przesłanie religijne. Przypomnijmy sobie historyczny moment, w którym Ezechiel pisał swoją księgę. Dopiero co lud Boży zaznał klęski, która wydawała się ostateczna i nieodwracalna: nie tylko utracił własne państwo, nie tylko ludność została zdziesiątkowana i uprowadzona, nie tylko cały kraj został zrujnowany i splądrowany, ale samo jego serce – świątynia jerozolimska, jedyna na świecie świątynia Boga prawdziwego, będąca poniekąd sakramentem życiodajnej i opiekuńczej obecności Boga wśród swojego ludu – została zbezczeszczona i zburzona. Dosłownie wszystko wskazywało, że z tej klęski naród już się nie podniesie.

W obrazie ognistego rydwanu Bóg – przez proroka Ezechiela – ogłaszał nadzieję, której nikt się wtedy nie spodziewał: Na ziemi wygnania On jest tak samo blisko swojego ludu, jak był w Świętym Świętych w Jerozolimie! Przecież w Jerozolimie był On nie ze względu na tamto miejsce, ale ze względu na lud, który sobie wybrał i z którym zawarł przymierze! Teraz będzie On ze swoim ludem w kraju wygnania i On sam dopilnuje tego, żeby niewola trwała krótko: „Tak mówi Pan Bóg: Wprawdzie wygnałem ich pomiędzy narody i rozproszyłem po krajach, jednak przez krótki czas będę dla nich świątynią w tych krajach, do których przybyli” (Ez 11,16).

Toteż jeśli uważnie wczytać się w opis Bożego rydwanu, łatwo zauważyć, że jest on pełen odniesień świątynnych. Przede wszystkim jest to rydwan „Chwały Pańskiej” (kabod Adonai), czyli osobistego, pełnego miłości udzielania się Boga swojemu ludowi. O chwale Pańskiej, wypełniającej Namiot Przymierza, a później Święte Świętych Biblia mówi tak często, że nietaktem z mojej strony byłoby podawanie odnośników.

Świątynność ognistego rydwanu podkreśla również obecność w nim czterech potężnych, tajemniczych istot. Przypomnijmy, że Bóg spotykał się z Mojżeszem i rozmawiał z nim „sponad przebłagalni i spośród cherubów, które są ponad Arką Przymierza” (Wj 25,22; por. Lb 7,89). Cheruby to jakby żywy tron, na którym zasiada Stwórca i Pan całego stworzenia: „Pan króluje, drżą narody; zasiada na cherubach, a ziemia się trzęsie” (Ps 99,1); „Panie, Boże Izraela! Który zasiadasz na cherubach, Ty sam jeden jesteś Bogiem wszystkich królestw świata. Tyś uczynił niebo i ziemię” (2 Krl 19,15).

Natomiast objawienie się Bożego rydwanu to jakby Boża odpowiedź na prośby, jakie zanosił do Boga już Psalmista: „Posłuchaj, Pasterzu Izraela, Ty, co jak trzodę wiedziesz ród Józefa. Ty, który zasiadasz nad cherubami, zabłyśnij, przed Efraimem, Beniaminem i Manassesem! Wzbudź Twą potęgę i przyjdź nam na pomoc!” (Ps 80, 2).

Aż nie chce się wierzyć, że ktoś, interpretując tę wyjątkowo logiczną wizję, mógł się w owych cherubach dopatrzeć kosmitów! Przecież nawet człowiek niewierzący – jeśli chce odczytać ten tekst zgodnie z intencja jego autora – nie będzie zaprzeczał, że jest to tekst religijny.

Dopowiedzenie

Ale bądźmy dociekliwi. Może jednak opis ognistego rydwanu jest przynajmniej pośrednio świadectwem na rzecz tego, że jednak jacyś goście z kosmosu nas odwiedzali? Kto wie, może właśnie dzięki takim wydarzeniom prorok miał do dyspozycji takie pojęcia i obrazy, które ułatwiły mu sformułowanie religijnego przesłania, jakie miał do przekazania?

Otóż jeżeli naprawdę byliśmy odwiedzani przez jakieś rozumne istoty z kosmosu, to z punktu widzenia naszej wiary nie widać przeszkód, ażeby w opisie ognistego rydwanu – pamiętając o ściśle religijnym sensie tego opisu – odbiło się to jakimś echem na jego literackim kształcie. Owszem, tak być mogło. Wydaje się jednak bardzo mało prawdopodobne, żeby tak faktycznie było.