"Gdyż tam, gdzie dwaj lub trzej zbierają się w moje imię, jestem pośród nich".
 
Mt 18, 20  

Jezu Ufam Tobie



Wydarzenia  


Uprzejmie informujemy, że w intencjach grupy modlitewnej, pewna osoba z naszej grupy złożyła ofiarę i zamówiła Msze św., która zostanie odprawiona, w drugą sobotę miesiąca, 13 czerwca o godz. 9.00. Msza św. odbędzie się w Sandomierzu w kościele św. Jakuba, który jest podwójnym sanktuarium – Błog. Sadoka i 48 Sandomierskich Męczenników Dominikańskich oraz Matki Bożej Różańcowej przy ulicy Staromiejskiej 3. Po Mszy św. - Koronka do Miłosierdzia Bożego. Serdecznie dziękujemy osobie, która zamówiła tą Mszę św. sprawiając niezmiernie cenny dar dla żywych i zmarłych członków grupy i tych, w których intencjach modlimy się. Będzie można również słuchać audio transmisję tej Mszy św. na żywo. Zapraszamy!
Uprzejmie informujemy, że za żywych i zmarłych członków grupy modlitewnej „ModlitwaRazem” oraz w intencjach, w których grupa się modli, pewna osoba z grupy złożyła ofiarę i zamówiła Msze św., która zostanie odprawiona 5 czerwca (pierwszy piątek miesiąca) o godz. 18.00 w Korbielowie w kościele Ojców Dominikanów pw. Najświętszej Marii Panny Królowej Aniołów przy ulicy Dominikańskiej 1. Przed Mszą św. o godz. 17.30 - Koronka do Miłosierdzia Bożego. Serdecznie dziękujemy osobie, która złożyła ofiarę i zamówiła tą Mszę św. sprawiając niezmiernie cenny dar dla nas wszystkich i tych, w których intencjach modlimy się.
Uprzejmie informujemy, że w intencjach grupy modlitewnej, pewna osoba z naszej grupy złożyła ofiarę i zamówiła Msze św., która zostanie odprawiona, w drugą sobotę miesiąca, 9 maja o godz. 9.00. Msza św. odbędzie się w Sandomierzu w kościele św. Jakuba, który jest podwójnym sanktuarium – Błog. Sadoka i 48 Sandomierskich Męczenników Dominikańskich oraz Matki Bożej Różańcowej przy ulicy Staromiejskiej 3. Serdecznie dziękujemy osobie, która zamówiła tą Mszę św. sprawiając niezmiernie cenny dar dla żywych i zmarłych członków grupy i tych, w których intencjach modlimy się.
Archiwum wydarzeń: transmisje
 


Zamów intencje mszalne  




Kliknij by przejść do strony z wyborem banerów

Chcesz zalinkować stronę ModlitwaRazem.pl?
Użyj banera!






Jacek Salij OP

Skąd w nas tyle skłonności do złego?


Zastanawiam się nad następującą kwestią: Pan Bóg nie wystawia nas na pokusę większą, niż jesteśmy w stanie pokonać. Ale w takim razie dlaczego dochodzi do takiego grzechu, którego nieraz staramy się uniknąć? Wiem, że tłumaczone jest to tym, że człowiek ma wolną wolę i podejmuje decyzję: „postąpię tak, a nie inaczej”. Czasami faktycznie robię coś zupełnie świadomie przeciw Bogu, ale częściej zdarza się, że postępuję jakby wbrew swej woli. Tak bardzo chcę zerwać z jakąś słabością, a jednocześnie czuję, że to mnie przerasta. Byłabym wtedy szczęśliwsza, gdyby Pan Bóg nie zdawał się tak bardzo na mnie.

Już dwa tysiące lat temu, rzymski poeta Owidiusz pisał: Video meliora proboque, deteriora sequor - „widzę i uznaję to, co lepsze, jednak wybieram to, co gorsze”. Podobnie skarżył się Apostoł Paweł: „Nie czynię tego, co chcę, ale to, czego nienawidzę - to właśnie czynię” (Rz 7,15).

Nie trzeba się jednak zbytnio śpieszyć z przypisywaniem samemu Panu Bogu, że to On jest sprawcą takich sytuacji. Przecież można pokazać co najmniej trzy całkiem ludzkie powody, dla których trwanie w dobru może niemal przekraczać nasze możliwości.

Bo zauważmy: Prawie wszystkich umiejętności musimy się uczyć, nieraz długo i w pocie czoła. Nawet odpowiedniego trzymania długopisu w palcach musieliśmy się kiedyś nauczyć, nie mówiąc już o jeździe na rowerze czy pieczeniu ciasta. Nie wystarczy chcieć umieć upiec ciasto, nie wystarczy nawet dokładnie przestudiować odnośną instrukcję z książki kucharskiej. Zazwyczaj ktoś nas musi tego nauczyć, a prawdziwej umiejętności nabędziemy dopiero po iluś tam pieczeniach. Zresztą - jeśli nie będziemy jej podtrzymywali - znów nie będziemy umieli tego ciasta upiec.

Z czynieniem dobra i unikaniem zła jest bardzo podobnie. To nie jest tak, że wystarczy chcieć czynić dobro i od razu je czynimy. Trzeba ponadto umieć zarówno czynić dobro, jak unikać zła. Również tych umiejętności trzeba się uczyć, ćwiczyć w nich i je w sobie pielęgnować. Wiele naszych niepowodzeń moralnych ma tę banalną przyczynę, że po prostu nie pracujemy nad sobą. Naprawdę nie trzeba się dziwić temu, że jeśli brak nam odpowiedniego doświadczenia i dobrych nawyków, to wówczas nasze „chcieć” jakoś nie chce utożsamiać się z „umieć”.

Zauważmy inną jeszcze prawdę o sobie samych. Zawsze najtrudniej jest dopuścić się pierwszego grzechu - im zaś cięższy to grzech, tym trudniej go popełnić. Zabójstwo człowieka jest grzechem przekraczającym wręcz wyobraźnię normalnego człowieka. Kto jednak na ten grzech się waży, następne zabójstwa przychodzą mu już łatwo. Podobnie jest z grzechem rozpusty. Podobnie jest chyba z wszystkimi grzechami. Kto nauczył się je popełniać, potrafi już je powtarzać z zadziwiającą wręcz łatwością. Ktoś zauważył, że z grzechem jest podobnie jak z oczkiem w pończosze: jeśli go natychmiast nie naprawisz, cała pończocha ci się spruje.

Niekiedy ta łatwość popełniania grzechu przeradza się w nawyk. Święty Augustyn napisał kiedyś, że szczególnie ciężką karą za grzech jest to, że nie potrafimy powstrzymać się od grzechów następnych. Ale czy od razu samemu Panu Bogu mamy przypisywać to, że popadliśmy w jakąś zależność od grzechu albo nawet w nałóg? Może jednak wypadałoby zobaczyć naszą własną odpowiedzialność za różne ciemne mechanizmy, jakie się w nas rozwinęły i paraliżują naszą wolność?

Na marginesie postawmy sobie pytanie: Czyżby sam Apostoł Paweł nieopatrznie rozwinął w sobie takie ciemne mechanizmy, skoro wołał dramatycznie: „Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, ale czynię zło, którego nie chcę” (Rz 7,19). Jednak wystarczy przeczytać tę wypowiedź, żeby od razu wiedzieć, że jej podmiotem jest „ja ogólnoludzkie”, że Paweł nie pisze tu o sobie, tylko o ciemnych skłonnościach, jakie są w każdym z nas, a w niektórych, niestety, bardzo się rozwinęły.

Te ciemne skłonności są konsekwencją nie tylko grzechu pierworodnego. Wzorce naszych zachowań, również tych ciemnych, przejmują od nas nasze dzieci. To chyba dlatego np. małżeństwa osób pochodzących z rodzin rozbitych rzadziej są związkami udanymi, niż małżeństwa tych ludzi, których rodzice po Bożemu dopełnili złożonej sobie wzajemnie przysięgi. Po swoich rodzicach ktoś może „odziedziczyć” skłonność do kłótliwości i do tysiąca innych wad.

Zarazem z całą pewnością nie jest tak, żebyśmy byli do tego „dziedziczenia” zdeterminowani. Tysiące ludzi, którzy mieli ojców pijaków, są wzorami trzeźwości, zaś ludzie, którzy w dzieciństwie zostali skrzywdzeni rozwodem swoich rodziców, nieraz potrafią zbudować szczególnie piękną rodzinę.

Słowem, zazwyczaj całkiem ludzkie przyczyny, a nieraz nasza własna wina, jest źródłem tych różnych sytuacji, kiedy dopadająca nas pokusa do zła wydaje się ponad nasze siły. Toteż zanim zaczniemy dramatycznie wołać do Boga, dlaczego jakieś sytuacje na nas dopuszcza, warto zastanowić się nad tym, co my sami możemy zrobić, żeby do takich sytuacji nie doszło.

Co jednak zrobić, kiedy taka sytuacja już stała się naszym losem? Człowiek o prawym sumieniu, który serdecznie pragnie nie dać się pokusie, a mimo to nieraz jej ulega, upokorzony i przerażony tą swoją słabością, pyta wówczas i woła: Jak wyjść z tej pułapki? Przecież to niemożliwe, żeby nie było dla mnie ocalenia!

Otóż pierwszą rzeczą, jaką trzeba wówczas zrobić, jest uznać przed Bogiem i samym sobą - a jeśli trzeba, to również wobec swoich najbliższych - że jestem nie tylko grzesznikiem, ale także niewolnikiem grzechu.

Przejmująco pisał o tym święty Augustyn: „O nieszczęsna niewolo! Liczni niewolnicy, kiedy nie mogą wytrzymać ze złymi panami, proszą, żeby ich sprzedać. Godzą się z niewolą, chcą przynajmniej pana zmienić. Lecz co ma uczynić niewolnik grzechu? Do kogo się uda? Kogo poprosi, aby go sprzedano innemu? Niewolnik człowieka, udręczony twardym traktowaniem, szuka odpoczynku w ucieczce. Ale dokąd ucieknie niewolnik grzechu? Gdzie by nie uciekł, wszędzie siebie ciągnie za sobą. Złe sumienie nie ucieknie od samego siebie. Gdzie by człowiek nie poszedł, pójdzie za nim. Grzech jest bowiem we wnętrzu człowieka. Popełnił człowiek grzech dla jakiejś cielesnej rozkoszy: rozkosz mija, grzech zostaje. Mija to, co sprawia rozkosz; zostaje to, co sprawia udrękę. O nieszczęsna niewolo!”

Tę trudną mądrość dla ludzi uzależnionych od jakiegoś nałogu, albo w jakiś inny sposób doświadczających niemocy w obliczu zwyciężającego ich zła, bardzo jasno głosi się m.in. w ruchu anonimowych alkoholików. Dwanaście Kroków AA otwiera następujące wyznanie: „Przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu, że przestaliśmy kierować własnym życiem”.

Uznanie swojej słabości nie jest tu aktem kapitulacji, ale początkiem zwycięstwa. Dokładnie taką taktykę wobec zwyciężającego nas zła zalecał Apostoł Paweł. Właśnie dlatego nie trzeba fałszywie przypisywać Panu Bogu tego, co spowodowaliśmy my sami. Chodzi o to, żebyśmy sobie sami nie utrudniali szukania ratunku tam, gdzie jedynie można go znaleźć: „Nieszczęsny ja człowiek! Któż mnie wyzwoli z tego, co wiedzie ku śmierci? Dzięki niech będą Bogu przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego!” (Rz 7,24).

Rzecz jasna, Bóg chce nas ratować takich, jakimi nas stworzył. A stwarzając obdarzył nas rozumem oraz uzdolnił i zobowiązał do odpowiedzialności za siebie i swoich bliskich. Zatem jeśli komuś z nas zdarzyło się popaść w niewolę nałogu albo jakiegoś innego zła, nasze liczenie na Boga i Jego łaskę nie może na tym polegać, żebyśmy zaniechali walki o samych siebie. Wręcz przeciwnie, tym więcej mamy tę walkę prowadzić, bo dopiero wtedy nasze błaganie, aby Bóg raczył wspomagać nas i rozświetlać swoją łaską, będzie szczere.