"Gdyż tam, gdzie dwaj lub trzej zbierają się w moje imię, jestem pośród nich".
 
Mt 18, 20  

Jezu Ufam Tobie



Wydarzenia  


Uprzejmie informujemy, że za żywych i zmarłych członków grupy modlitewnej „ModlitwaRazem” oraz w intencjach, w których grupa się modli, pewna osoba z grupy złożyła ofiarę i zamówiła Msze św., która zostanie odprawiona 2 października (pierwszy piątek miesiąca) o godz. 18.00 w Korbielowie w kościele Ojców Dominikanów pw. Najświętszej Marii Panny Królowej Aniołów przy ulicy Dominikańskiej 1. Serdecznie dziękujemy osobie, która złożyła ofiarę i zamówiła tą Mszę św. sprawiając niezmiernie cenny dar dla nas wszystkich i tych, w których intencjach modlimy się.
Uprzejmie informujemy, że w intencjach grupy modlitewnej, pewna osoba z naszej grupy złożyła ofiarę i zamówiła Msze św., która zostanie odprawiona, w drugą sobotę miesiąca, 12 września o godz. 9.00. Msza św. odbędzie się w Sandomierzu w kościele św. Jakuba, który jest podwójnym sanktuarium – Błog. Sadoka i 48 Sandomierskich Męczenników Dominikańskich oraz Matki Bożej Różańcowej przy ulicy Staromiejskiej 3. Po Mszy zostanie zmówiona Koronka do Miłosierdzia Bożego. Kto nie będzie na tej Mszy, w celu dostąpienia większych łask Bożych, może uczestniczyć we Mszy w innym miejscu bądź łączysz się z Ofiarą Mszy św. duchowo. Serdecznie dziękujemy osobie, która zamówiła tą Mszę św. sprawiając niezmiernie cenny dar dla żywych i zmarłych członków grupy i tych, w których intencjach modlimy się. Również informujemy, że na naszej stronie Internetowej będzie można uczestniczyć w audio transmisji tej Mszy św. na żywo. Serdecznie dziękujemy osobie, która zamówiła tą Mszę św. sprawiając niezmiernie cenny dar dla żywych i zmarłych członków grupy i tych, w których intencjach modlimy się.
Archiwum wydarzeń: transmisje
 


Zamów intencje mszalne  




Kliknij by przejść do strony z wyborem banerów

Chcesz zalinkować stronę ModlitwaRazem.pl?
Użyj banera!






Jacek Salij OP

Matka i córka


Odświeżyłem sobie Autobiografię świętej Edyty Stein, pochodzącej z Wrocławia konwertytki, wybitnej uczennicy Husserla, zamordowanej w Oświęcimiu w roku 1942. Początkowo miałem ochotę napisać felieton na temat jej studiów uniwersyteckich. Bo kiedy się czyta o atmosferze, jaką panna Stein zastała i która ją pochłonęła zwłaszcza na uniwersytecie w Getyndze (a studiowała ponadto we Wrocławiu i Fryburgu), człowiek zaczyna wreszcie pojmować, dlaczego uniwersytety niemieckie wydały tylu wielkich myślicieli i uczonych. Ba, nie można się powstrzymać od podziwu i zazdrości, kiedy człowiek razem z autorką przeżywa jej przygotowania do egzaminu dającego uprawnienia nauczyciela gimnazjum. Odniosłem wrażenie, że dzisiaj, w każdym razie u nas, łatwiej przebrnąć przez kolokwium habilitacyjne. Z tak przygotowanymi nauczycielami można było kształcić młodzież! Zaczyna się rozumieć, czym w tamtych szkołach była matura!

Postanowiłem jednak z okazji tej rocznicy przypomnieć postać matki Edyty, kobiety również niezwykłej, która wiele wycierpiała z powodu drogi życiowej, jaką podjęła jej córka. Augusta Stein owdowiała w momencie, kiedy Edyta, jej najmłodsze, a siódme z kolei dziecko, miała zaledwie półtora roku. Już to samo mówi za siebie, że kobieta ta potrafiła sama jedna utrzymać, wychować i wykształcić taką gromadkę dzieci! Zapewne nie dałaby sobie rady, gdyby nie żywa wiara i umiejętność ufnego zawierzania siebie Bogu.

Prądy asymilatorskie, którym podlegało wówczas wiele rodzin żydowskich, zrobiły jednak swoje również w tej rodzinie. Kobieta tak autentycznej wiary nie potrafiła już przekazać jej swoim dzieciom. Również Edyta, choć wprowadzona w religię żydowską, odeszła od niej bezboleśnie i wszelkie sprawy wiary stały się dla niej zupełnie obce.

Podłoże dla jej przyszłego nawrócenia przygotowała z pewnością specyficzna atmosfera, jaka panowała w gronie filozofów zgromadzonych wokół Husserla (on sam, choć miał wiele respektu dla wiary, był agnostykiem). „Nie na darmo – jak sama wyznaje – wpajano nam stale zasadę, abyśmy do każdej rzeczy podchodzili bez uprzedzeń. Jedne po drugich opadały więzy racjonalistycznych przesądów, w jakich wzrastałam nie wiedząc o tym, i nagle stanął przede mną świat wiary. Przecież ludzie, których codziennie spotykałam, na których patrzałam z podziwem – wiarą tą żyli. A więc musiała ona stanowić wartość godną co najmniej przemyślenia. Chwilowo byłam aż nadto zajęta innymi sprawami i nie zajęłam się systematycznie problemami wiary”.

Łaska wiary spadła na nią nagle. Przypadkowo zaczęła czytać autobiografię świętej Teresy od Jezusa. „Czytałam jednym tchem do końca. Gdy ją zamknęłam, powiedziałam sobie: to jest prawda”.

Do chrztu przygotowywała się Edyta z iście niemiecką solidnością. Kiedy przyszła na swoją pierwszą w życiu Mszę świętą, znała już sens najdrobniejszego nawet obrzędu. Po Mszy podeszła do księdza i poprosiła o chrzest. Było to w roku 1922.

Czymś logicznym wydawało jej się jak najszybciej uwieńczyć swój chrzest wstąpieniem do klasztoru. „Ale gdy kilka miesięcy później stanęłam przed mą ukochaną matką, zrozumiałam, że chwilowo nie jest ona zdolna do przyjęcia drugiego ciosu. Nie zabiłby jej wprawdzie, lecz napełniłby ją taką goryczą, że nie chciałam jej brać na swoją odpowiedzialność”.

Jak pisze siostra Adamska, autorka polskiej biografii Edyty Stein, jej nawrócenie spowodowało w rodzinie Steinów znaczny powrót do judaizmu. Sama zresztą Edyta „zaczęła pielęgnować religijne praktyki judaizmu, tak styczne w wielu punktach z praktykami chrześcijaństwa, liturgię domową i świąteczną oraz posty, prowadziła też regularnie matkę do synagogi, gdzie Augusta ze zdumieniem obserwowała jej modlitewne zatopienie się w Bogu”.

Po jedenastu latach Edyta zdecydowała się jednak zrealizować swój zamiar wstąpienia do klasztoru. „W domu zapanowała ciężka atmosfera. Od czasu do czasu matka próbowała przypuszczać nowy atak. Potem znowu następowała cicha rezygnacja. Moja siostrzenica Eryka, najgłębiej wierząca żydówka w rodzinie, czuła się również w obowiązku wpływać na mnie. Bracia i siostry nie próbowali tego robić, bo uważali to za bezcelowe”.

W ostatni dzień przed odjazdem Edyta poszła z matką do synagogi. „Czy kazanie nie było piękne?” – zapytała matka. – „Tak”. – „Można więc być pobożnym także w judaizmie?” – „Naturalnie, jeśli nie poznało się czegoś innego”. – Powróciło do mnie rykoszetem rozpaczliwe: „Dlaczego ty Go poznałaś? Nie chcę mówić nic złego przeciwko Niemu. Mógł być nawet dobrym człowiekiem. Ale dlaczego czynił się Bogiem?”

Z dalekiego klasztoru córka pisała do matki regularnie co piątek. Matka swój ból wyrażała teraz gruntownym milczeniem. Siostra napisała Edycie w jednym ze swych listów, że w tajemnicy przed rodziną matka wybrała się do wrocławskiego Karmelu. Po trzech latach matka wreszcie odezwała się. Bardzo serdecznie, bo przecież nigdy nie przestała kochać swojej najmłodszej. Niedługo potem umarła – dokładnie w tym samym dniu i godzinie, kiedy Edyta składała swoje zakonne śluby. Przedziwne to.

Siostra Stein musiała jeszcze zaprotestować przeciwko pogłoskom, jakoby jej matka przyjęła przed śmiercią chrześcijaństwo: „Matka moja do końca pozostała przy swojej wierze. Ale ponieważ wiarę i ufność w Bogu zachowała od najwcześniejszego dzieciństwa aż do osiemdziesiątego siódmego roku życia, zaufanie pozostało w niej żywe w chwili ciężkiego zmagania się ze śmiercią, jestem pewna, że znalazła łaskawego Sędziego, i że w tej chwili jest mym najwierniejszym pomocnikiem, abym i ja doszła do mego celu”.

Jako pamiątkę po matce otrzymała Edyta jej hebrajski modlitewnik, o który zresztą sama poprosiła: „Kiedy po raz pierwszy po mym chrzcie znalazłam się z Nią na cmentarzu, najpierw modliła się z niego sama, a potem podała mi otwarty na modlitwie, którą dzieci odmawiają na grobie swych rodziców. Bez tego wspomnienia nie miałabym odwagi prosić o tę książkę”.