"Gdyż tam, gdzie dwaj lub trzej zbierają się w moje imię, jestem pośród nich".
 
Mt 18, 20  

Jezu Ufam Tobie



Wydarzenia  


8 grudnia (sobota) o godz. 9.00 w Sandomierzu w kościele św. Jakuba, który jest podwójnym sanktuarium – Błog. Sadoka i 48 Sandomierskich Męczenników Dominikańskich oraz Matki Bożej Różańcowej przy ulicy Staromiejskiej 3 - Msza św. za członków internetowej grupy modlitewnej „ModlitwaRazem” oraz w intencjach, w których się oni modlą. Po Mszy św. - Koronka do Miłosierdzia Bożego. Będzie można również słuchać audio transmisję tej Mszy św. na żywo. Zapraszamy!
1 grudnia (sobota) o godz. 8.00 w Korbielowie w kościele Ojców Dominikanów pw. Najświętszej Marii Panny Królowej Aniołów przy ulicy Dominikańskiej 1 - Msza św. za członków internetowej grupy modlitewnej „ModlitwaRazem” oraz w intencjach, w których się oni modlą. Zapraszamy!
10 listopada (sobota) o godz. 9.00 w Sandomierzu w kościele św. Jakuba, który jest podwójnym sanktuarium – Błog. Sadoka i 48 Sandomierskich Męczenników Dominikańskich oraz Matki Bożej Różańcowej przy ulicy Staromiejskiej 3 - Msza św. za członków internetowej grupy modlitewnej „ModlitwaRazem” oraz w intencjach, w których się oni modlą. Po Mszy św. - Koronka do Miłosierdzia Bożego. Będzie można również słuchać audio transmisję tej Mszy św. na żywo. Zapraszamy!
Archiwum wydarzeń: transmisje
 


Intencje mszalne  




Kliknij by przejść do strony z wyborem banerów

Chcesz zalinkować stronę ModlitwaRazem.pl?
Użyj banera!






Jacek Salij OP

Boża przedwiedza i ludzka wolność


Cieszę się, że mój 17-letni syn jeszcze chce ze mną rozmawiać na tematy religijne, ale nie wiem, czy z tych rozmów nie wynika więcej zła niż dobra, bo moja ignorancja utwierdza go jeszcze w wątpliwościach. Bardzo się o niego boję. Na niedzielną mszę świętą jeszcze chodzi, ale sam mi mówi, że tylko po to, żeby „odstać”, bo już nie umie się modlić. Mam tylko cichą nadzieję, aż tak źle nie jest, że tylko młodzieńcza skłonność do przesady każe mu tak mówić.

Podstawowa jego trudność jest następująca: Albo Boga nie ma, albo człowiek nie jest wolny. Bo jeżeli jest Bóg, który już przed stworzeniem świata wiedział, jak potoczy się jego historia, to znaczy, że wszystko musi się dziać tak, jak to Bóg przed wiekami wiedział, czyli że człowiek nie jest wolny.

To przekłada mu się na wiele problemów szczegółowych: Skoro Bóg z góry wiedział, że stworzony przez Niego człowiek zgrzeszy, to dlaczego go w ogóle stwarzał? Przecież mógł stworzyć takiego człowieka, o którym z góry by wiedział, że nie popadnie w grzech? A zwłaszcza dlaczego Bóg stwarza tych ludzi, o których z góry wie, że dopuszczą się wielkich zbrodni i zasłużą sobie na potępienie wieczne? Przecież – skoro już grzech jest na świecie – Bóg mógłby sprawić, żeby do życia byli powoływani tylko tacy ludzie, o których Bóg z góry by wiedział, że wielkiego zła się nie dopuszczą i w końcu będą zbawieni.

Tak samo – tłumaczy mi – nie ma sensu modlić się o cokolwiek. Bo po co modlić się o czyjeś zdrowie, skoro Bóg i tak w swojej przedwiedzy wie, czy ten ktoś wyjdzie czy nie wyjdzie z choroby. Nie ma sensu modlić się – tłumaczy mi – nawet o nawrócenie własnego dziecka, bo przecież jest to sprawa już przed wiekami rozstrzygnięta. Zupełnie nie umiem mu tego wszystkiego wytłumaczyć. A pragnę dodać, że jest on bardzo dobrym dzieckiem.

Łatwo wskazać błąd teoretyczny, z którego wyrastają te wszystkie problemy Pani dziecka. Jednak czymś naprawdę ważnym będzie pomóc mu w budowaniu – już na miarę człowieka dorosłego – religijnego zawierzenia siebie Panu Bogu.

A błąd teoretyczny polega na tym, że wieczność jest w tym rozumowaniu pojmowana jako istnienie od miliardów, miliardów lat, tak że choćbyśmy się cofali w czasie w nieskończoność, nigdy nie dojdziemy do momentu, w którym owa wieczność by się zaczynała. Otóż nie na tym polega wieczność Boga, że On istnieje od zawsze. Bóg istnieje niewyobrażalnie więcej niż od zawsze.

Wieczność Boga nie jest szczególnie uprzywilejowanym istnieniem w czasie. On istnieje ponad czasem, czyli w takim niepojętym „teraz”, które jest zawsze i nie przemija tak jak nasze ludzkie „teraz”. Bóg istnieje wyłącznie w swoim nieprzemijającym „teraz”, w takim „teraz”, które nie ma żadnego „przedtem” i nie będzie miało żadnego „potem”.

Spróbujmy obrazowo pokazać różnicę między naszym i boskim „teraz”. Nasze „teraz” to jakby punkt nieubłaganie posuwający się na linii czasu – dotąd go nie było, wreszcie się pojawiło i znów go nie będzie. Natomiast „teraz” Boga to jakby nieskończona kula, dla której cała licząca miliardy lat linia czasu jest jak kropla wody w porównaniu do całego oceanu1.

Bardzo prosto tę różnicę między wszechczasem przeznaczonym dla materialnego kosmosu a wiecznością Boga opisuje Psalm 102: „Boże mój, Ty niegdyś założyłeś ziemię i niebo jest dziełem rąk Twoich. Przeminą one, Ty zaś pozostaniesz. I całe one jak szata się zestarzeją: Ty zmieniasz je jak odzienie i ulegają zmianie, Ty zaś jesteś zawsze ten sam i lata Twoje nie mają końca”.

Otóż wszystkie wymienione w liście problemy Pani syna znikają same, jeśli sobie uprzytomnić, że na temat relacji między Bożą wszechwiedzą i naszą wolnością jedno wiemy na pewno i jednego na pewno w obecnym naszym życiu nie pojmiemy. Wiemy na pewno, że nasza wolność nie jest czymś pozornym. Do wolności naprawdę jesteśmy wezwani i uzdolnieni. Bo podejrzewać Pana Boga o to, że dał nam tylko poczucie wolności – poczucie fałszywe, ponieważ tylko tak się nam wydaje, że jesteśmy wolni – to podejrzewać Go o kłamstwo i udawanie miłości do nas. Gdyby wolność nasza była fikcją, to fikcją byłoby również i to, że na obraz Boży zostaliśmy stworzeni.

Owszem, jeden tylko Bóg zna całą prawdę o nas i tylko On jeden może do końca prawdziwie osądzić, jaki użytek robimy z naszej wolności – przy takich a nie innych cechach dziedzicznych, przy takim a nie innym wychowaniu, temperamencie, środowisku rodzinnym i kulturowym. Gdybyśmy jednak z powodu różnych uwarunkowań, jakim nasza wolność podlega, zaczęli wnioskować o jej nierealności, konsekwentnie musielibyśmy uznać, że nie jest ważne jak wychowujemy nasze dzieci, ani jak się odnosimy do innych ludzi i jak wywiązujemy z naszych obowiązków, bo najważniejsze nawet filary życia społecznego – prawo, zobowiązania, odpowiedzialność, zasady moralne – to tylko jeden wielki absurd i blaga.

Niewątpliwie więc nieprawdziwe jest takie wyobrażanie sobie Bożej przedwiedzy, że Pan Bóg już w czasach Bolesława Chrobrego wiedział, co ja zrobię jutro. To powiedzmy sobie z całą jasnością: Gdyby Boża przedwiedza na temat naszych czynów była czymś dającym się opisywać na linii czasu, niewątpliwie nie bylibyśmy wolni. Kto tak wyobraża sobie Bożą przedwiedzę, ten w niedopuszczalny sposób zamyka Boga w czasie.

Konsekwentnie, nie mają sensu wszelkie pytania typu: „Przecież stwarzając naszych prarodziców Bóg mógł mieć taką przedwiedzę, że oni nie zgrzeszą!”, „Dlaczego Bóg w ogóle stwarza takiego człowieka, o którym z góry wie, że zmarnuje Jego łaski i zasłuży sobie na potępienie?”, „Po co modlić się o cokolwiek, skoro Pan Bóg z góry wie, co będzie?”. A dlatego takie pytania nie mają sensu, bo ich źródłem jest gruntownie fałszywe wyobrażenie Bożej przedwiedzy jako czegoś umieszczonego na linii czasu.

Czym zatem jest Boża przedwiedza, skoro zniekształca ją wyobrażenie, że była ona w Bogu przed miliardami lat? Co to znaczy, że jest ona „ponad czasem”. Otóż tego właśnie nie pojmiemy. Nie pojmiemy takiego „teraz”, które nie przechodzi w przeszłość i które nie czeka na żadną przyszłość. Nie pojmiemy takiego „teraz”, które jest ponad tym, co dla nas jest przeszłością i teraźniejszością i przyszłością. Wiemy tylko, że fałszywe są takie rozumienia Bożej przedwiedzy, które przekreślałyby prawdę naszej wolności.

Zresztą sam nawet termin „przedwiedza” jest naznaczony naszym ludzkim zanurzeniem w czasie. Boska przedwiedza jest transcendentna nawet wobec tego terminu. Zarazem Pismo Święte nawet o tym, że jest ona niepojęta, mówi z pełną wdzięku prostotą: „Panie, przenikasz i znasz mnie, Ty wiesz, kiedy siadam i wstaję. Z daleka przenikasz moje zamysły, widzisz moje działanie i mój spoczynek i wszystkie moje drogi są Ci znane. Choć jeszcze nie ma słowa na języku, Ty, Panie, już znasz je w całości. Ty ogarniasz mnie zewsząd i kładziesz na mnie swą rękę. Zbyt dziwna jest dla mnie Twa wiedza, zbyt wzniosła: nie mogę jej pojąć” (Ps 139,1-6; por. Hbr 4,13).

Zatem z całą pewnością zniekształcilibyśmy prawdę o Bogu, gdybyśmy – niepokojąc się o prawdę naszej wolności – zaczęli przeczyć Jego przedwiedzy. Zarazem nie ma najmniejszej wątpliwości, że nie na tym ona polega – jeszcze raz użyję tego skrótu – że Bóg już w czasach Bolesława Chrobrego wiedział, co ja zrobię jutro.

Co wynika z tych naszych ustaleń dla problemów, które trapią Pani syna? Wynika to, że nasi prarodzice nie tylko że mogli nie zgrzeszyć, ale powinni byli nie zgrzeszyć. Że jeżeli jakiś człowiek zmarnuje samego siebie i zasłuży na potępienie, to niewątpliwie nie dlatego, że był do tego z góry przewidziany; on z całą pewnością mógł dostąpić Bożego miłosierdzia i powinien się o nie skutecznie ubiegać – i tak Bóg by go widział w swoim wiekuistym „teraz”. Podobnie – ponieważ słowo Boże wielokrotnie zachęca nas do zanoszenia naszych próśb do Boga – niewątpliwie możemy swoimi modlitwami wiele osiągać i niech nam tej prawdy nie zaciemniają jakieś nasze fałszywe wyobrażenia o Bożej przedwiedzy.

Skąd pewność, z jaką to mówię? Oczywiście, z Pisma Świętego. Wiele można by o tym pisać, tutaj ograniczę się do przytoczenia świadectwa samego Boga, jakie jest zapisane w Księdze Jeremiasza: „Raz postanawiam przeciw narodowi lub królestwu, że je wyplenię, obalę i zniszczę. Lecz jeśli ten naród, przeciw któremu orzekłem karę, nawróci się ze swej nieprawości, będę żałował nieszczęścia, jakie zamyślałem na niego zesłać. Innym razem postanawiam, by jakiś naród lub królestwo utwierdzić i rozkrzewić. Jeżeli jednak czyni wobec Mnie zło, nie słuchając mojego głosu, będę żałował pomyślności, jaką postanowiłem go obdarzyć” (Jr 18,7-10).

Jak to pogodzić z Bożą przedwiedzą? Wystarczy sobie uświadomić, że jej zrozumienie przekracza nasze możliwości, bo przedtem musielibyśmy zrozumieć ów ocean boskiego „teraz”, wobec którego zarówno całe dzieje naszego kosmosu, jak nasza przeszłość, teraźniejszość i przyszłość jest jak mała kropla wody.

Coś niezwykle odkrywczego na temat Bożej przedwiedzy zauważył Boecjusz (+525). To tylko nasza wyobraźnia – zauważa ten ostatni filozof czasów starożytnych – łączy Bożą przedwiedzę z przeszłością, Opatrzność zaś z teraźniejszością. Jednak z perspektywy Bożej ponadczasowości, z perspektywy dopiero co wspomnianego oceanu boskiego „teraz” – przedwiedza utożsamia się z Opatrznością. Jest to ta sama dobrotliwa, zatroskana o nas, zabiegająca o nasze dobro Boża Opatrzność, tyle że oglądana przez nas z innego punktu widzenia.

Podsumujmy zatem: Teoria teorią, ale naprawdę najważniejsze jest to, żebyśmy starali się Panu Bogu zawierzać całych siebie. Żebyśmy wierzyli Mu z całego serca, że nas kocha i nie ma w Nim żadnego podstępu. Żebyśmy wierzyli Temu, który własnego Syna nam dał, bo tak bardzo Mu na nas zależy.

  1. Problemem Bożej przedwiedzy zajmowali się najwięksi myśliciele chrześcijańscy. Nie jest tak, żebym te teksty radził podsuwać do czytania siedemnastolatkom, jednak warto o nich wiedzieć. Zwłaszcza zwracam uwagę na trzecią księgę dialogu świętego Augustyna O wolnej woli (Św. Augustyn, Dialogi filozoficzne, Kraków 1999 s. 580-623), piątą księgę Boecjusza O pocieszeniu jakie daje filozofia (Warszawa 1962 s.124-147) oraz chyba jeszcze nie spolszczone dziełko świętego Anzelma, Jak pogodzić Bożą przedwiedzę i przeznaczenie i łaskę z wolną wolą (Patrologia Latina 158,507-542).